Żłobek, babcia, niania… dylematy rodzicielskie

Przychodzi taki czas w życiu rodziców, kiedy muszą podjąć decyzję…co dalej? Co zrobimy z tą małą kochaną istotką gdy mama wróci do pracy? Bo przecież do pracy nie zabierzemy 😉

Jak to co? Nic. „Ja nie muszę wracać do pracy. Na pewno sobie jakoś poradzimy. Przecież masz taką pracę, że jeśli znajdziesz sobie jeszcze coś dodatkowego to uda ci się to pogodzić. Nie wyobrażam sobie, że mogę synka zostawić na kilka godzin dziennie w domu, a już na pewno nie w żłobku!! Absolutnie.”

Był listopad 2012, Piotruś miał wówczas 10 miesięcy. Mój mąż pracował zawodowo, ja z kolei nie.

Nie miałam pracy, gdyż zostałam jej pozbawiona po tym gdy oznajmiłam byłemu już (dzięki Bogu) szefowi, że jestem w ciąży. Tak, tak…mógł to niestety zrobić (wypowiedzieć moją umowę) – nie miałam umowy o pracę. Byłam zatrudniona na zasadzie kontraktu.

Ale właśnie w tym listopadzie zadzwonił do mnie mój znajomy, że założył z kolegą agencję pracy i szukają konsultanta. Nie powiem, ucieszyłam się bardzo. Wiem jak ciężko jest znaleźć pracę, a już na pewno taką, którą się lubi i w której człowiek się spełnia. Do mnie taka praca sama „zadzwoniła”.

Biłam się z myślami…cieszyłam się, ale za chwilę patrzyłam na Piotrusia i mój entuzjazm jak szybko się pojawiał, tak też szybko znikał.

„A może babcia” – zapytał mąż… Taaaa, ale która? Twoja mama mieszkająca 170km stąd, czy moja mama mieszkająca w Niemczech? No tak. Przynajmniej jedno mieliśmy wyeliminowane – niestety to najlepsze. Pozostały jeszcze dwie opcje. Niania i żłobek.

Starałam się podejść do tematu racjonalnie. Z reguły jestem osobą, która bardzo lubi ludzi, czasem zbyt szybko ufam innym, staram się być miła, kulturalna itp. – ehhh, mamusia mnie raczej dobrze wychowała 😉 i tego samego oczekuję od osób, z którymi mam kontakt, ale… Na samo wyobrażenie sobie, że z moim SKARBEM ma przebywać inna, obca osoba, ma mi się tu po domu krzątać i zwracać mi uwagę na to, co by tu można było, a czego nie…. Ma brać synka na ręce, dawać buziaki i takie tam… no nie. Jakoś nie przechodziło mi to przez mój rozum 😉 Wiem, wiem… w domu dziecko nie będzie tak chorowało, opiekunka będzie mogła poświęcić się jedynie mojemu dziecku itd. Itd. Ale ja nie znałam żadnej opiekunki z polecenia, a robienie „castingu” było ostatnią rzeczą, na którą wówczas miałam ochotę.

Padła decyzja o posłaniu synka do żłobka. Znaleźliśmy wspaniały żłobek w Bartągu. Kameralne grupy, świetna kadra. Dobre jedzenie. Dzieci na podwórko wychodzą dwa razy dziennie. Nowiutki, czyściutki. Pani dyrektor przemiła. Aaaaa,  no i kamery…przez cały pobyt dziecka w żłobku jest możliwość wejścia na stronę www i zobaczenia co w danym czasie robi moje dziecko. No cud J

Umówiłam się ze znajomymi, że pracę zacznę jeszcze w listopadzie, a oni umożliwili mi, abym do końca miesiąca pracowała w domu, gdyż dopiero od grudnia Piotruś zaczynał przygodę ze żłobkiem.

Dni adaptacyjne wspominam bardzo miło. Do pięciu dni można było spędzić z dzieckiem w żłobku, odpowiednio dozując czas spędzony z mamą oraz czas spędzony bez mamy.

Choć nie obyło się bez płaczu (głównie mojego ;)) oraz mojej (na szczęście jednej) nocnej wizyty na pogotowiu (nerwobóle, „łomotanie” serca) to Piotruś bardzo szybko się zaadaptował w nowym otoczeniu. Mieliśmy to szczęście, że nasz synek naprawdę bardzo mało chorował. Jedynie w pierwszym miesiącu były z tym problemy. Potem było już tylko lepiej.

Dziś Piotrek ma 3 latka i 9 miesięcy. Chodzi do przedszkola i zuchem nad zuchy J

Bardzo się rozwinął. Jest mądrym i kochanym chłopcem. Jesteśmy z mężem bardzo z niego dumni.

W międzyczasie, jak już się pewnie ktoś zorientował po moich wcześniejszych tekstach, urodził nam się drugi synek, a ja zmieniłam pracę. Adaś także uczęszcza do żłobka. Tutaj nie było tak „kolorowo”. Dni adaptacyjne trwały 3 tygodnie…ale w końcu się udało. I nasze młodsze szczęście odnalazło się doskonale w grupie dzieci.

Nie napisałam tego tekstu po to by oznajmić wszystkim czytającym, że żłobek i później przedszkole to najlepsze co może się przytrafić dzieciom (uważam, że najlepsze jest gdy są w domku z mamusią, ale mamusia też musi i chce pracować), ale po to by pokazać, że placówki te nie są złe. Jeśli ktoś się czegoś obawia, ma wątpliwości, może do mnie napisać, a chętnie poopowiadam jak to było u nas.

 

komentarzy: 1

  1. szyte dekoracje domowe -  16 marca 2016 - 12:50

    tutaj nie ma jednej uniwersalnej decyzji; każdy musi wybrać to co dla jego dziecka i rodziny będzie najlepsze

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.