[wywiad] Wychowanie dziecka i podział obowiązków w domu

W pierwszym wywiadzie pytaliśmy mamy o to, jak radzą sobie z wychowaniem swoich pociech. Pełny wywiad jest dostępny tutaj. Tym razem rozmawialiśmy na podobny temat z tatusiami, którzy odpowiedzieli na pytania dotyczące podziału obowiązków, wspólnych chwil z dzieckiem oraz podejścia do wychowania. Zachęcamy do lektury 🙂

  1. Jaki jest podział obowiązków w Twoim domu? Dzielicie się z partnerką obowiązkami, czy preferujesz model mężczyzny zarabiającego na dom i kobiety, która się tym domem zajmuje?

Bartosz: Wspólne życie to ciężka praca. Nie będę oryginalny stwierdzając, że to sztuka kompromisów. O modelu „tradycyjnym” cokolwiek to znaczy w kwestii rodziny można już chyba powoli zapomnieć. Oczywiście wśród znajomych zdarzają się przypadki, gdzie podział ról pasuje do lat 50tych XX wieku, ale są to jednostki… W moim przypadku podział ról i obowiązków ułatwia życie codzienne.

Sławomir: Jestem jak najbardziej za podziałem obowiązków, aczkolwiek moim zdaniem to wybór partnerki. Gdy dzieci się urodziły wszystko było głowie żony, natomiast ja chodziłem do pracy „odpoczywać” 🙂 Teraz gdy córki mają 6 lat żona zawozi dzieci do szkoły i odbiera natomiast ja w domu sprzątam, gotuję, czasami też piorę i odbiorę dzieci.

Szymon: W domu staramy się sobie pomagać, szczególnie że jedno z nas pracuje w trybie zmianowym. Z tego powodu robimy praktycznie oboje wszystko, sprzątanie, gotowanie, spacer z dzieckiem, usypianie, itp. Jednakże uważam także, że jeżeli byłaby taka możliwość, że moja pensja byłaby wystarczająco wysoka to moja żona mogłaby nie pracować i pewnie z tego by skorzystała. Jednakże wtedy też chciałbym pomagać jej szczególnie w opiece nad dzieckiem.

Paweł: U nas jak do tej pory staramy się dzielić obowiązkami. Ale a racji tego że Ula pracuje na pół etatu to spędza więcej czasu w domu, a co za tym idzie trochę więcej obowiązków domowych ma na głowie (np. obiad).

Marcin: Dzielimy się obowiązkami, staramy się po równo, ale różnie to wychodzi. Ja zazwyczaj gotuję, a żona dba, żeby w domu było czysto. Inne obowiązki, jak np. zajmowanie się zwierzętami czy zakupy dzielimy na zasadzie, kto ma akurat czas, ten to robi.

  1. Czy zdarzają się sytuacje, w których jedno z Was nie zgadza się na coś, a drugie ulega prośbom dziecka? Czy jednak staracie się trzymać wspólnych ustaleń.

Bartosz: Staramy się podejmować wszystkie decyzje jednogłośnie. Dwu osobowa Rada Starszych musi być zgodna 🙂 Oczywiście Tatusiowie na niektóre rzeczy bardziej przymykają oko niż Mamusie. Często jest też tak, że sposób wychowania przez Rodziców (Dziadków) próbuje się skopiować na swoich Pociechach. Jedni pozwalali na wiele, drudzy byli surowsi… W naszym przypadku nie mamy z tym problemów. Jeżeli jakaś decyzja została podjęta szybko, a któreś z nas z tym się nie zgadza, to przekazujemy to sobie na ucho, albo po paru minutach, tak żeby dzieci nie słyszały… Często dochodzi do dyskusji, ale na tym to chyba polega. Nie chcemy dopuścić do sytuacji, żeby jeden z Rodziców był tym dobrym gliną, a drugi – złym.

Sławomir: Niestety, ale oczywiście, że tak jest 🙂 Ja jestem bardziej stanowczy, natomiast małżonka częściej ustępuje.

Szymon: Zdarzało się, że mieliśmy różne zdanie w kwestii jak długo być konsekwentnym w stosunku do dziecka. Obecnie staramy się być jednomyślni, chociaż życie życiem i nie zawsze się to udaje.

Paweł: Staramy się unikać takich sytuacji i na razie nam to wychodzi.

Marcin: W 99% przypadków trzymamy wspólny front, jednak czasem zdarza się, że jedno z nas „mięknie” i ulega dziecku. Na szczęście zdarza nam się to dość rzadko. Wydaje nam się, że jesteśmy świadomymi rodzicami.

  1. Czy jako ojciec masz ze swoim dzieckiem jakieś specjalne chwile zarezerwowane tylko dla Waszej dwójki? Wspólne zabawy (np. gra w piłkę), wyjścia na dodatkowe zajęcia, odprowadzanie dziecka do żłobka/przedszkola?

Bartosz: Ja nie rezerwuję chwil dla naszych Dzieci. Ja po prostu go mam je zawsze. Czas spędzany z nimi sam na sam nie traktuję także jako obowiązku, to czysta przyjemność. Oczywiście dają w kość solidnie. Nie zawsze jest cukierkowo… 🙂 Repertuar sposobów na spędzanie czasu jest baaardzo szeroki. Jeżeli nie pada deszcz, śnieg, grad, itd. to zawsze wychodzimy z domu. Powietrze, ruch, zabawy, częste wycieczki za miasto. Swojego czasu objeździliśmy prawie wszystkie place zabaw w naszym mieście i stworzyliśmy ranking najlepszych… Na szczęście najbardziej przypadł do gustu niedaleko naszego zamieszkania 🙂 Jestem Ich Tatą, a zarazem „kaowcem”. Najbardziej jednak lubię jak jesteśmy wszyscy w komplecie.

Sławomir: Nie są to chwile zarezerwowane dla nas, bo żona zawsze może dołączyć 🙂 ale bardzo często w weekendy daję żonie więcej odpocząć, a sam bawię się z córkami, gram w gry planszowe, wychodzę z nimi na place zabaw, hulajnogi, rowery…

Szymon: Wieczorne czytanie bajek i usypianie , chociaż jak się nie dogadamy pod wieczór to mama jest do tego wskazywana przez małą. Przy tym muszę przyznać, że jak padam na nos to zdarza mnie się korzystać z tego „czasu wolnego”. Dodatkowo jeszcze staram się „zarażać” dziecko aktywnością fizyczną, np. ćwiczenia gimnastyczne, basen. Również to ja najczęściej zawożę i odbieram dziecko z przedszkola.

Paweł: Wygląda to tak ze jak wracam do domu z pracy to Ula rzuca się w wir obowiązków domowych a ja w tym czasie zajmuje się dzieckiem (i tak na zmianę do wieczora). Ostatnio zaczęliśmy chodzić na siłownię i jednego dnia Ula zajmuje się Igorem(kolacja, kąpiel, usypianie), a drugiego dnia ja.

Marcin: Tak, jak przychodzi do gier planszowych czy zabawy np. lego, to w oczach syna to właśnie ja jestem dla niego partnerem tych zabaw. Może nie mamy rytuału, że np. codziennie przez godzinę bawimy się lego, ale dość często zdarzają nam się „męskie wypady” czy to na spacer czy do kina.

  1. Jak reagujesz w trudnych sytuacjach z dzieckiem? Jaki jest Twój złoty środek na dotarcie do dziecka?

Bartosz: Terror i zastraszanie… Jak nie przestaniesz, to nie dostaniesz zabawki… J Oczywiście żartuję. Nie ma złotego środka. Każda sytuacja jest inna. Tak jak zapewne większość staram się spokojnie przetłumaczyć/porozmawiać, nie podnosić głosu, żeby nie dorzucać do ognia. Czasami jednak żaden argument nie trafia. Słynnych karnych jeżyków nie stosuję. Czasami w bardzo trudnych sytuacjach zdarza mi się odwrócić na pięcie i skwitować „(…)pogadamy jak przestaniesz płakać” – 2min i jest spokój… choć nie zawsze J . Zdarzają się też sytuacje, że nasze Bliźniaki potrafią tak zaleźć za skórę, że aż kipię w środku. Wtedy głębokie oddechy, itp. Zawsze jednak łapię się na tym, że jak zdarzy mi się „podnieść” głos, to potem mam moralniaki… Krzykiem niczego się nie wskóra.

Sławomir: Nie ma złotego środka na takie sytuacje, natomiast obecnie jestem w trakcie czytania świetnej lektury którą polecam każdemu rodzicowi „Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały. Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły” i która pokazuje kilka sposobów na rozwiązanie takich sytuacji.

Miewamy sytuacje w których jedna z córek płacze i ciężko w ogóle do niej wtedy przemówić. Zastosowane przeze mnie sposoby to:

– wyjęcie kartki i poproszenie córki, żeby narysowała jaka jest zła,

– bieganie po pokoju i udawanie indianina,

– mówienie zmienionym głosem…

cokolwiek, aby zwrócić uwagę dziecka.

Wiem to bardzo dziwne, ale działa 🙂

Szymon: Myślę, że coś takiego jak złoty środek w przypadku przedszkolaka już nie istnieje. Z mniejszym maluchem jest troszeczkę łatwiej, często wystarczy wziąć na ręce. Dlatego myślę, że najważniejsza jest konsekwencja i nie wybieranie skrótów. Wtedy do sytuacji konfliktowych znacznie rzadziej dochodzi.

Paweł: Jestem nerwus a dziecko uczy cierpliwości wiec za każdym razem w trudnych sytuacjach sobie to powtarzam 🙂 Igor powoli zaczyna rozumieć co do niego mówimy wiec staramy mu się wszystko tłumaczyć tak żeby wiedział co można a czego nie.

Marcin: Generalnie zawsze staram się zachować spokój. Mam to szczęście, że moje dziecko chodzi już do szkoły i wiele rzeczy zwyczajnie mogę mu wytłumaczyć. Bardzo często rozmowa nam wystarcza i rzadko zdarza się, że muszę sięgać po ostrzejsze metody (np. wstrzymanie kieszonkowego).

Dziękujemy za szczerą rozmowę, a czytelników zachęcamy do pozostawienie komentarzy na temat tego, jak u Was wygląda podział obowiązków domowych.

Powyższy wywiad bierze udział w konkursie na Tekst Roku.

Blog parentingowy prowadzony przez rodziców w oparciu o ich przekonania i doświadczenia. Piszemy o wychowaniu, podróżach z dziećmi, opisujemy ciekawe historie z naszymi pociechami.

komentarze 3

  1. Milena -  21 września 2015 - 14:46

    U mnie w domu podział obowiązków jest niestety bardzo nierówny. Niestety, bo to na moją głowę spływa ogrom prac domowych. Ze względu na to, że pracuję w domu, oczywiste jest, że to ja przygotuję obiad, posprzątam i zaopiekuję się dzieciakami. Absolutnie nie chcę obwiniać partnera o to, że mi nie pomaga. Przeciwnie, kiedy tylko jest w domu stara się zdjąć z moich barków chociaż część obowiązków (gotuje, pomaga mi w sprzątaniu, opiekuje się maluchami). Tak wyszło. Praca w domu ma swoje plusy i minusy.
    Zauważyłam, że mój mężczyzna jest trochę zazdrosny o ten czas, który mogę spędzać z dziećmi. W ciągu tygodnia pracuje do późna, często zdarza się, że wraca z pracy, kiedy dzieci już smacznie śpią. W weekendy porywa maluchy i organizuje im różne atrakcje, żeby jakoś nadrobić ten „stracony” w ciągu tygodnia czas. Dzieci uwielbiają takie wypady z tatą 🙂

  2. Iwona -  21 września 2015 - 15:23

    Dobry partner to naprawdę wielka pomoc. Niektórzy tatusiowie twierdzą, że dziecko to problem, że krzyczy, że płacze, chce jeść i robi kupę. Uważam, że tacy ludzie nie powinni się w ogóle decydować na dziecko. Mała istotka to wielka odpowiedzialność i obowiązek. Widzę, że akurat wy trafililiście na ojców z prawdziwego zdarzania i takich życzę wszystkim dzieciom. Gratuluję ich partnerką, bo takie wsparcie jest niezwykle ważne. Życzę wszystkiego dobrego 🙂

  3. Beata -  26 września 2015 - 13:28

    „bieganie po pokoju i udawanie indianina” – tego sposobu nie znałam, świetny pomysł:) Z mężem też dzieliliśmy się po równo obowiązkami przy dziecku, zwłaszcza, że oboje pracowaliśmy, ja w systemie zmianowym. Jedyną rzeczą do jakiej nie mogłam Go przekonać to samodzielne wyjście z wózkiem na spacer. Do tej pory patrzę z zazdrością na spacerujących tatusiów;)

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

CommentLuv badge