Wakacje z roczniakiem

Fot. Sasin Tipchai

Nastał upragniony moment. Wycieczka wykupiona, miejsca zaklepane, bilety lotnicze zarezerwowane – pakujemy manatki! Ale zaraz, zaraz – to pierwsze wakacje z naszym maluchem. Do takiego wyjazdu trzeba się ciut lepiej przygotować. Pogrzebaliśmy w sieci, przygotowaliśmy się merytorycznie, zaczynamy. Dowód osobisty dziecka wyrobiony, Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego jest. Pakujemy się.

Jedna walizka dla nas, druga dla naszej jednoosobowej młodzieży. Docelowo wyszło, że swoje rzeczy musieliśmy ograniczyć, bo maluch w jedną i tak się nie zmieścił.

Po wakacjach okazało się, że połowę rzeczy mogliśmy jednak zostawić.

No to lecimy. Lot samolotem z maluchem to wyzwanie. Po pierwsze należy ograniczyć czas spędzony na lotnisku, żeby nie zanudzić się na śmierć. Po drugie start i lądowanie. Przy karmieniu piersią jest trochę łatwiej. Przeciągamy karmienie i spanie do momentu startu i już nie mamy problemu z namówieniem ssaka do przełykania w celu regulacji ciśnienia, a i prawdopodobieństwo zaśnięcia jest duże. W innym wypadku opieramy się na bidonie z wodą. Kolejnym problemem w podróży z dzieckiem jest zapewnienie atrakcji, kiedy dziecko nie śpi. Tu wszystko zależy od rodziców. Uprasza się jedynie aby latorośle nie męczyły innych współpodróżnych (niestety doświadczyliśmy tego na własnych uszach i głowie). Nie wszyscy kochają nasze dzieci tak jak my.

Docieramy na miejsce. Na miejscu naszym oczom ukazał się piękny hotel przyjazny dzieciom, z kilkoma basenami i rzutem beretem do morza. Może i był przyjazny dzieciom, ale starszym. W każdym basenie najpłytsze miejsce to 40 cm – ciężko namówić roczniaka do stania cały czas. Nabyliśmy drogą kupna koło do pływania z siedziskiem, ale wyszło nam uczulenie na chlor, a woda i tak była za zimna. Przydałby się raczej mały dmuchany basenik do postawienia na brzegu.

Plaża przywitała nas kamieniami. Tu przynajmniej młody miał radochę. Które dziecko nie lubi bawić się kamieniami? Z resztą plaża, o ile woda jest ciepła, to najlepsze rozwiązanie. A jak woda zimna to i tu nada się mały basenik.

A co ze spaniem? No i tu pojawia się problem. Miały być drinki z palemką nad basenem i chłodzenie się w wodzie, podczas gdy dziecię grzecznie śpi w wózku. Miały być ale ich nie było. Mimo pokonywanych kilometrów od basenu do morza i z powrotem nasz dzieć odmówił spania w wózku i akceptował jedynie klimatyzowany pokój.

I tak oto pół urlopu spędziliśmy w hotelowym pokoju. Plus tego taki, że wszystkie drzemki zaliczaliśmy razem i każdy przeczytał po książce, na co w domu zwyczajnie nie ma czasu. Do ostatniego mógł przyczynić się brak dostępu do Internetu.

No ale dzieci różne są, więc i drinki z palemkami nad basenem można zaliczyć.

Nasz urlop nie był taki jakiego się spodziewaliśmy. Nie leżeliśmy plackiem na leżaczkach – nawet półplackiem. Głównie uskutecznialiśmy maratony, ale i tak było super. Następnym razem lepiej dobierzemy miejsce. Może mała winnica w Toskanii z basenem za oknem i winkiem na tarasie w zasięgu niani elektronicznej.

Miłego wypoczynku, jakikolwiek by miał być.

Na tym profilu publikujemy artykuły nadesłane przez czytelników naszego bloga.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.