Tatuś luzak, a mama trochę spięta

Jedenaście miesięcy temu mieszkałam jeszcze w brzuchu mamy, a teraz „obceniam” świat i nie tęsknię za tamtymi ciemnościami, bo tutaj jest tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia, ugryzienia, podarcia… Rodzice są zazwyczaj zgodni, ale czasem ich drogi rozjeżdżają się i wtedy ja robię co chcę i zazwyczaj im się to nie podoba. Urwis na mnie mówią, ale nie wiem czemu? Jestem jeszcze kruszyna, zatem obecność mamy i taty jest obowiązkowa, chyba że im zwieję i wtedy psocę, a oni potem po mnie sprzątają. Mamula robi to bezgłośnie, jako że hołduje wówczas dewizie „milczenie jest złotem”, a tatul jest wyjątkowy pobudzony i tyle się nagada… Kiedyś powiedział „motyla noga”, ale to chyba nieładnie?

»KĄPIEL»
Z tatą to jest kabaret – woda jest nie tylko w wannie, ale w całej łazience. Zawsze go chlapię, żeby nie było mu smutno, że taki suchy. Rzucam wszystkim co znajdę na półce i podciągam się na wężu od prysznica – nawet raz wyrwałam kurek, ale tatuś miał to naprawić… miesiąc temu. „Nie czuję mięty” do wycierania się, a papcio ma miękkie serce i ciężko mu wysłuchiwać mojego lamentu i pomija etap „ręcznikowania” i od razu mnie ubiera. Nigdy nie smaruje mnie białą mazią, choć zawsze mówi mamie, że to zrobił. Mamuńka chyba nie lubi wody, bo jak mnie szoruje, to trwa to króciuśko, podłoga w umywalni jest sucha, jej kreacja z resztą też. Nie mogę już bawić się dorosłymi szamponami tylko gumowymi kaczkami, które dawno mi się znudziły. Mama zawsze mnie balsamuje i potem kleję się cała i pachnę jak cukierek. „Ubuzia” mnie na koniec i każe iść „aaaaa”, a ja dokazywać chcę.

»UBIERANIE»
Nie wiem czego oczekują ode mnie rodziciele, ale ja modelką na pewno nie będę. Nie garnę się do przebierania i wolę zwiedzać kąty tylko w pampersie. Tata mnie chyba rozumie w tej kwestii, bo jak zostaję z nim sama to cały dzień chodzę w piżamce. Nie zakłada mi nawet śliniaka jak jem, a gdy coś mi spadnie na bluzkę, to nie wyciera ręcznikiem, tylko wciera w ciuszki – a jakie fajne aplikacje powstają. Mama przegina z tym strojeniem, bo ciągle zmienia mi sukienki, spodenki… Wydaje mi się, że za dużo ubrań mi kupiła i żeby nie miała wyrzutów sumienia, że wyrzuciła pieniądze w błoto, to ciągle zmienia mi moją garderobę.

»TV»
Wczoraj „lustrowałam” z tatą mecz, przedwczoraj rajdy samochodowe, a ciekawe co dziś obejrzymy? Mamulka najprawdopodobniej nie potrafi włączyć „telepatrzałki”, bo nigdy tego nie robi. Zamiast kolorowych obrazów i głośnych dźwięków, obserwuję jak się krząta po domu i słucham hitów, które ona śpiewa… strasznie fałszuje, ale nie powiem jej tego… uśmiecham się, żeby myślała, że jej to dobrze wychodzi, a dla mnie jest „cacy”.

»LAPTOP»
Szkoda, że w brzuszku mamy nie miałam komputera. Podoba mi się ta maszyna, bo można naciskać guziki, oglądać różne rzeczy na ekranie. Rodzice nie pozwalają mi zbliżać się do „kompa”, bo twierdzą, że nie stać ich na tak drogie zabawki. „Smutam się”, że tak od razu myślą, że go rozłożę na czynniki pierwsze. Czasem obydwojgu się jednak zdarzają chwile słabości i pozwalają mi walić w klawiaturę jak rozmawiają z kimś przez telefon. Wolą pewnie żebym poznawała podstawy informatyki niż wisiała im na kolanach i jęczała, a oni mogli w ciszy i spokoju plotkować.

»ZABAWY»
Z mamą jest ekstra, bo bezustannie coś wymyśla np. wieża z klocków aż do sufitu, namiot z kołder, tunel z książek, ale ciągle ma mnie na oku i nie mogę zrobić żadnego psikusa. Trochę inaczej jest na spacerze, bo wtedy mamuś przestaje już być tak czujnym „wielkim bratem”. Naszym stałym punktem przystankowym jest park, w którym rozkładamy się na kocu. Początkowo grzecznie przeglądam miśki, które zabraliśmy ze sobą, a potem jak mamusia zagada się z kumpelą albo zacznie czytać żurnale, to mam więcej luzu i sprawdzam jej czujność – ostatnio udało mi się „dać dyla” i przygryźć źdźbło trawy i rzucić piaskiem w jednego dzidziola. Darł się strasznie, a ja myślałam, że „chłopaki nie płaczą”.
Tata przepada za harcami w lekarza – on jest chory, zalega na podłodze i nie może się ruszać, a ja jestem medykiem. Najpierw skaczę mu po „bandziochu”, ciągnę za włosy, szczypię, a potem jak tatulek wczuje się za bardzo w swoją rolę i zaśnie, to ja sama się sobą zajmuję. Jest wtedy jak to mówi mamcia – „straszny sajgon”. We wtorek bawiłam się papierem toaletowym i trochę go zjadłam (fuuu nie jest „smakowy”), w środę zrobiłam w łazience fugi z fluidu mamy, w czwartek urządziłam przegląd w szafce z butami, a jutro zrobię bukiet ze storczyków, które dostaliśmy od babusi.

Kocham moich staruszków. Tata to luzak, mama w sumie też, ale mają też hamulce i wyznaczają mi granice. Zdarzają się szkody mojego autorstwa, ale to jest ryzyko ponoszone z racji rodzicielstwa. Może pomyślcie o jakiejś dobrej polisie ubezpieczeniowej, bo nie wiem ile jeszcze telewizor w takim nienaruszonym stanie powisi w salonie? Czasem mamulka powie „nie”, tata „tak”, ale ważne, że zawsze jest śmiesznie i nawet jak się na mnie wkurzą, to za chwilę całują… nawet w stopy. Skoro tak bardzo mnie miłują, to pozwalam im spać ze mną – mama to lubi, tata nie, ale przymyka oko…

komentarze 2

  1. Agnieszka -  26 września 2015 - 16:33

    Jak to czytałam to uświadomiłam sobie że u nas jest tak samo:) Na końcu artykułu wybuchłam śmiechem i stwierdziłam że to samo życie:) Tatuś luzak na wszystko pozwala z czego maluch zadowolony, a mama niestety zawsze wszystko układa i jest spięta aby w domu był porządek w razie przyjdą goście.

  2. Milena -  28 września 2015 - 09:09

    Ooo taaak! Nowe fugi w łazience 😀 W naszym przypadku materiałem do fugowania był nie fluid, a balsam. Córka ma dobry gust, wzieła akurat ten najdroższy, który miałam w swoich kosmetycznych zbiorach… Chyba nie muszę dodawać, że wtedy pilnował jej tata 😉

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

CommentLuv badge