Tak łatwo mamą być :)

Fot. djapart

Ekhmm… od razu zaznaczam, aby nie sugerować się zbytnio tematem 🙂 To wpis z serii, jak niektóre z nas mogą być postrzegane przez innych, a jak jest naprawdę… a właściwie o tym, jak ja mogę być postrzegana, a jak jest faktycznie. Dodam, że inspiracją do niego był zbliżony formą wpis na innym blogu: „Czym chata bogata, tym brudna„. Otóż zdarzyło mi się słyszeć teksty w stylu „Marta, po Tobie w ogóle nie widać, że masz 2 dzieci!” albo „Ale Ci zazdroszczę„. No tak, bo przecież dom jest wysprzątany na błysk, zakupy zrobione, dzieci uśmiechnięte. Ja spełniam się zawodowo, dopiero co wracam od fryzjera z nowiutką fryzurą, a na dodatek nie widać po mnie dodatkowych kilogramów po 4-miesięcznym (właściwie jak usłyszałam jeden ze wspomnianych tekstów, to miał nieco ponad miesiąc) synku (za wyjątkiem odrobiny tłuszczyku na brzuchu). No ideał kobiety, żony i matki, nieprawdaż? 😉

No dobra, a jak to wygląda w praktyce?

Dom jest wysprzątany, bo… pomagają nam w tym 2 panie, które przychodzą raz w tygodniu. Co prawda na bieżąco staram się ogarniać to, co trzeba, ale nie muszę spędzać wielu godzin na najbardziej męczących i czasochłonnych pracach.

Zakupy albo robimy wspólnie całą rodzinką, albo średnio raz w tygodniu robię zamówienia online u Piotra i Pawła – nawet przed chwilą rozpakowałam dzisiejsze 😉 Siadam z rana do listy zakupów, zamawiam wszystko na stronie, po kilku godzinach mam wszystko w domu i mogę usiąść do przygotowania obiadu…

Obiadem mogę się zająć na spokojnie, bo córcia dotychczas siedziała z „ciocią” (co prawda u nas w domu, więc byliśmy wszyscy razem, ale jednak), a synuś popołudniami ma zazwyczaj najdłuższą drzemkę (nawet 2,5, a od święta do 3 godzin). Teraz z kolei córcia jest w przedszkolu, a ja od kilku dni mam pomoc przy synku. Z obiadkami też nie zawsze było tak kolorowo, bo przez pewien czas zamawialiśmy je z bistro albo mąż się nimi zajmował. Ja je ogarniam od kiedy udaje mi się wysypiać mimo kilku pobudek i od kiedy nie potrzebuję dodatkowej drzemki w ciągu dnia.

A humor dzieci? Tak jak dorosłych – raz lepszy, raz gorszy. Ale wiadomo, że jeśli akurat jesteśmy na spacerku czy zakupach i spotykamy znajomych z dziećmi, to młodzi będą się cieszyli ze spotkania… chyba że najmłodszy wkurzy się na bezczynne leżenie w gondoli, to wtedy mamy spacerek na syrenie 🙂

Co z wyjściami „upiększającymi”? Hmm, jakby to powiedzieć… od kilku miesięcy jest to średnio 1 wyjście na miesiąc 🙂 a wcześniej… 0 (słownie: zero), bo miałam trochę leżący tryb od lutego. Wolę nie pokazywać zdjęć, na których widać, jak duże udało mi się wtedy wyhodować odrosty na włosach 🙂 No ale teraz włosy są już w miarę OK, chociaż od farbowania znowu trochę minęło, mam śliczne bordowe żele, oczywiście robione u manicurzystki, która przyjmuje dosłownie 10 minut drogi ode mnie, aby nie było mnie w domu przez max 1,5 godziny… na szczęście trafiłam na wyjątkowo zdolną kobitkę. To samo z fryzjerką – do niej mam nawet parę metrów bliżej. Hmm… chyba czas znowu się do niej umówić.

Szybkim zgubieniem dodatkowych kilogramów po ciąży nie będę się chwalić… bo czym tu się chwalić, skoro tak bardzo marzyło mi się ich zachowanie? Od zawsze byłam chudzinką i narzekałam na to. Mama zawsze mi powtarzała z uśmiechem „Zajdziesz w ciążę, to przytyjesz i wtedy będziesz narzekała, że chcesz schudnąć„. Kiedy po narodzinach córci jej o tym przypomniałam i spytałam „I co teraz powiesz?„, stwierdziła „Po drugim dziecku na pewno przytyjesz„. I co? A no nic… chyba muszę czekać na menopauzę 🙂

Z wysypianiem jest tak, jak mąż mi niedawno powiedział – rodzicielstwo to taki eksperyment, który udowadnia, że można funkcjonować mimo wielu zarwanych nocek. Ale aby się do tego przyzwyczaić, potrzebowałam trochę czasu. No a jak już się przyzwyczaiłam do 2 pobudek w nocy w ostatnich tygodniach, to każda kolejna mnie rozstraja. Wyobraźcie sobie, że dzisiaj po (dla niektórych „aż”, dla innych „tylko”) 4 pobudkach w nocy, nie obudziłam się wystarczająco wcześnie, aby pożegnać się z córcią jak tatuś prowadził ją do przedszkola. Z wyrzutów sumienia kupiłam jej kilka fajnych rzeczy i czekam tylko, aż będę mogła odebrać ją po leżakowaniu i obiadku, aby przejść się z nią na plac zabaw, a w domku wręczyć niespodzianki i zadbać w ten sposób o to, aby od początku miała dobry humor (dopisane później: cel został osiągnięty – hurra! 🙂 ). W końcu dzisiaj w przedszkolu nie było jej przyjaciółki, więc mogła mieć trudniejszy dzień.

Czyli tak… jestem mamą, żoną i kobietą jak większość z nas. Do ideału mi daaaaaleko (dalej niż stąd do Warszawy), a do tego mam słabe nerwy, które sporo komplikują. To, co udaje nam się wspólnie zdziałać, to kwestia pomocy męża i dobrej organizacji, ale też związanych z nią wydatków, na które z kolei trzeba zapracować… w szczególności jeśli dodać do tego kredyty. Na szczęście praca jest moją pasją, dlatego podchodzę do niej jak do chwili relaksu 🙂 i to takiego, który pozwala mi na całkiem fajny wkład w budżet domowy, więc tu faktycznie mogę napisać, że jestem z siebie w pełni zadowolona. Ale w innych rolach życiowych bywa różnie – raz lepiej, raz gorze, jak to w życiu.

Generalnie jestem bardzo szczęśliwa z tego, jak ułożyło mi się życie, ale to wszystko to zasługa z jednej strony szczęścia, a z drugiej – własnych starań (na wszystko musieliśmy sami ciężko zapracować). Jedyne moje marzenie to to, aby… nic się nie zmieniało. No, może za wyjątkiem kilku detali, których brakuje mi do pełni szczęścia, tj. bardziej skutecznej pracy nad swoim charakterkiem, lepszej organizacji czasu (pozwalającej na powrót do nauki angielskiego, wznowienia jazd, czasu na książki i odwagi na wyjazdy całą rodziną… Gdańsku – niedługo przybędziemy 🙂 – teraz, kiedy już napisałam o tym publicznie, muszę dotrzymać słowa 🙂 ), a także większej ilości rodzinnych spotkań – właściwie to tego ostatniego brakuje mi najbardziej. To są właśnie detale, którym sama zazdroszczę innym mamuśkom. Być może tym, które patrzą na mnie myśląc „Też bym tak chciała„.

komentarze 3

  1. Beata -  17 września 2015 - 12:39

    Przy małym dziecku w domu zakupy przez internet czasami okazują się być wybawieniem, nawet ciężkie rzeczy dostarczą do samych drzwi:) No i nie straszna nam brzydka pogoda.

  2. Agnieszka -  18 września 2015 - 21:03

    Kiedyś ludzie dawali sobie rade z kilkanaście dzieciaczkami, a nie mieli nic. Ani pralki ani internetu, przeważnie pole i duży ogródek do obrobienia, wszystko robili ręcznie. Moja Babcia miała dziesięcioro dzieci i wszystkie wychowała, zawsze jak wspomina to tak naprawdę jedno drugie wychowywało. Byli brudni i szczęśliwi:) Bo wątpię że była plamka i od razu było pranie. Mama tez opowiadała nie raz że zajmowała się młodszym rodzeństwem, była najstarsza więc mając 18 lat urodziła się najmłodsza jej siostra.
    Ja osobiście nie wyobrażam sobie czegoś takiego w tych czasach. Mam dwójkę dzieci, przebywam na urlopie macierzyńskim,przy tej dwójce nie mam czasu chodzić po sklepach i bardzo często korzystam z internetu, kurier zawsze na miejsce wszystko przywiezie:) Oczywiście na pomoc męża mogę liczyć np w nocnym wstawaniu do szkraba.
    Będąc teraz matką wiem jak moja mama musiała mieć trudno tak jak pisałam wyżej nie dość ze musiała się opiekować od młodych lat swoim rodzeństwem to jeszcze nas wychowała, za co jej dziękuje.

  3. Iwona -  18 września 2015 - 23:12

    Internet to dla wielu mam wybawienie. Można nie tylko kupić spożywkę, ale również buty i ubrania dla siebie i dla dzieci. Można też sprzedać wiele rzeczy 🙂 Fajnie mieć panią do sprzątania, albo do opieki nad maluchami, ale nie każdy może sobie na to pozwolić. Dziecko przez pierwsze miesiące daje nam w kość, a my nie mamy na to żadnego wpływu…

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.