Szczepić czy nie?

Fot. jes2ufoto

W ciągu ostatnich kilku miesięcy przez media przewinęła się prawdziwa fala krytyki skierowana w stronę rodziców, którzy zdecydowali się nie szczepić swoich dzieci przeciw różnego rodzaju chorobom. Kwestionowano przede wszystkim skuteczność tej metody zabezpieczania się przed wieloma dolegliwościami. Wskazywano również, że szczepionki są po prostu szkodliwe – same w sobie mogą bowiem wywołać niebezpieczne schorzenia, na przykład poprzez zakażenie. Czy mają rację?

Domniemana szkodliwość

Przedstawiona dyskusja przypomina nieco tę, która przewinęła się przez świat medycyny wiele lat temu. Zastanawiano się między innymi, czy istnieje potrzeba mycia rąk bezpośrednio przed operacją. Czas pokazał, jak bardzo tamte debaty były oderwane od rzeczywistości. Podobnie wydaje się być teraz.

Podstawowym argumentem przeciwników szczepienia, poza domniemaną szkodliwością tej metody, jest fakt, że dziecko przychodzi na świat z tak zwaną odpornością pierwotną, która w wystarczający sposób chroni je przed poszczególnymi zagrożeniami. Prawda jest jednak taka, że jest ona skuteczna wyłącznie przez pierwszy okres rozwoju naszych pociech. Następnie odporność malucha wystawiana jest na poważną próbę – musi bowiem radzić sobie z wieloma wirusami i bakteriami, niejako ucząc się je zwalczać. Każdy rodzić zdaje sobie sprawę z tego, jaki wpływ wywołują na tak małe dziecko różnego rodzaju dolegliwości. Jest to mały, kruchy człowiek, którego organizm dopiero dostosowuje się do życia. Dlatego też każda pomoc w pokonywaniu chorób, na przykład w formie szczepionek, dzięki którym są wytwarzane przeciwciała, jest wskazana.

Przeciwnikom szczepień wystarczyć powinny historie zmartwionych rodziców, którzy nie śpią po nocach, czuwając nad maluchem, gdy ten jest chory. Nie warto narażać go na cierpienia z powodu naszych wydumanych teorii.

O czym mowa?

Aby lepiej zrozumieć ideę szczepienia, należy wyjaśnić, czym ono faktycznie jest. Wszelkie substancje wprowadzane do młodego organizmu to bardzo słabe drobnoustroje, które są zarzewiem chorób. Mają one sprowokować młody układ odporności do pewnego rodzaju treningu, dzięki któremu nauczy się on radzić sobie w przyszłości. Należy dokładnie podkreślić, że wspomniane drobnoustroje są najczęściej martwe, dlatego nie stanowią żadnego zagrożenia. Dzięki nim organizm nauczy się produkować odpowiednią ilość przeciwciał, które pomogą naszemu dziecku w przyszłości.

Jeżeli nie przygotujemy naszego malucha do walki z wszelkiego rodzaju zarazkami i bakteriami, będzie on przechodził choroby dużo ciężej niż jego rówieśnicy. Taki naturalny trening wydaje się być koniecznością – nie przez przypadek długość życia, wraz z rozwojem medycyny i szczepionek właśnie, została zdecydowanie wydłużona.

Liczne badania pokazują, że szczepionka osiąga skuteczność nawet do 95 procent. Wydaje się być to najlepszą możliwą rekomendacją. Dopiero będąc rodzicem człowiek jest w stanie zrozumieć, jak ważna jest odpowiednia ochrona naszych dzieci. Bez naszej pomocy nie poradzą sobie w wielu groźnych sytuacjach, dlatego nie możemy wzbraniać się przed wszelkimi szczepieniami.

Fot. jes2ufoto

komentarzy 6

  1. Aneczka -  27 sierpnia 2015 - 14:05

    Artykuł jak najbardziej trafny. Zgadzam się w 100 procentach. Odporność wrodzona swoją drogą, a co z ta nabytą? Organizm musi mieć „wprawkę” przed walką z różnymi drobnoustrojami, aby w przyszłości umiał je skutecznie zwalczać

  2. Iwona -  28 sierpnia 2015 - 18:56

    „Liczne badania pokazują, że szczepionka osiąga skuteczność nawet do 95 procent” – niestety nie mogę się zgodzić z tym stwierdzeniem. Większość z tych badań jest wykonywanych na zlecenie firm farmaceutycznych, więc dla mnie są one niewiarygodne. Pytanie jest zasadnicze – dlaczego lekarze nie podają składu szczepionek i nie informują o skutkach ubocznych? Dlaczego lekarze nie zbierają informacji o wystąpieniu np. przykurczu mięśni po szczepieniu?

  3. Beata -  29 sierpnia 2015 - 15:11

    Nie mam obiekcji, jeśli chodzi o szczepienie dzieci. Gdy moja córka była niemowlakiem przyjmowała wszystkie wymagane szczepionki, gdy jednak podrosła zaczęła wręcz histerycznie reagować na każdą próbę zaszczepienia. Do tego stopnia, że wzywano mnie do szkoły w dni aplikacji szczepień, bo nie potrafili jej uspokoić. Jako starsza dziewczynka do szczepienia przeciw tężcowi podchodziła kilkukrotnie z własnej woli w przychodni i za każdym razem kończyło się to fiaskiem. Nie potrafiła się przemóc. Przed każdym jej wyjazdem na kolonie czy obóz musiałam podpisywać oświadczenie, że biorę za brak szczepienia całkowitą odpowiedzialność. Nie zawsze więc brak szczepień to zła wola czy widzimisię rodziców.

  4. Pablo -  31 sierpnia 2015 - 10:49

    Rodzice powinni decydować ostatecznie czy szczepić dziecko czy nie. W moim przekonaniu szczepionki działają, ale każdy sam musi ocenić czy należy szczepić swoje dzieci. Na pewno, jeśli ktoś postanowi nie korzystać ze szczepieniem, to musi mieć jakiś plan b.

  5. Marta -  31 sierpnia 2015 - 12:25

    „Dlaczego lekarze nie zbierają informacji o wystąpieniu np. przykurczu mięśni po szczepieniu? ”
    Nasza pediatra zawsze pyta o to, czy i jakie skutki uboczne wystąpiły.

  6. Paweł -  31 sierpnia 2015 - 20:12

    Nie jestem zwolennikiem szczepień, sam ani razu nie szczepiłem się przeciwko grupie, mimo, że mam ponad 40 lat. Jednak jeśli chodzi o dzieci, te podstawowe szczepienia jak najbardziej są wskazane i szczepiliśmy nasze dzieci. Zwłaszcza, że starszy 7 letni syn jest alergikiem i wg nas to był trafny wybór. Szybciej łapie wszelkiego rodzaju choroby, ma mniejszą odporność.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.