Szał i zakupów czar, a multum wyprawkowych chał

Gdy patrzę na zawartość szafy mojej córki, to zastanawiam się czy kupując jej tyle rzeczy miałam w planach otworzyć własny butik? Nie wiem po co jej tyle par spodni, bluzek, sukienek, skoro i tak zazwyczaj zakładam jej te same ulubione ciuszki albo te, które są pod ręką i nie wymagają zbyt dużego wysiłku żeby je na nią wcisnąć. W garderobie zalegają nie tylko ubranka, ale też inne gadżety zakupione dla małej bądź też te, które dostała w prezencie i które w powszechny obieg nie przeszły. Od razu kieruję „pardon” do gości żeby się nie „bzdyczyli”, ale do niektórych upominków nie potrafię się przekonać albo po prostu nie umiem ich uruchomić.

„Sprzedażowiec”, który nas obsługiwał w sklepie od razu wyczuł, że ma do czynienia z „zielonymi rodzicami” i nawciskał nam tyle bezużytecznych akcesoriów dla brzdąca, że można mu przyznać medal za umiejętności handlowe, a nam order z grawerem „cielę na niedzielę”. Mój mężuś zawsze taki powściągliwy w kupowaniu, a akurat wtedy nie wetował i zgadzał się na wszystko.

Wezmę stołek i powyciągam te cuda z szafy, żeby wystawić je na jakimś serwisie sprzedażowym – może komuś się przydadzą. Mam wałeczki do spania na boku, które zostały użyte jeden raz. Nie obkładałam nimi Zuzanki, bo wydawało mi się, że leży wówczas jak w dybach. Zamiast nich podkładałam pod plecki małej kawałek kołdry czy koca, którymi była przykryta.

Teraz zostanę pewnie obmówiona przez wiele karmiących dziewczyn, ale dla mnie poduszka do karmienia okazała się być totalną porażką. Miałam małego rogala, który w moim mniemaniu był za twardy, niewielki, niewygodny do podtrzymywania szkraba. Wolałam zwykłe poduszki, których u nas w domu dostatek. Teraz mój rogal służy jako „poddupnik”, jak zalegam z małą na podłodze.

Pozostając przy wątku jedzeniowym, kitem okazały się u nas butelki. Kupiłam antykolkową, samosterylizującą i jeszcze aktywne ssanie, bo w pakiecie z witaminami była. Teraz zachodzę w głowę po co się w nie zaopatrywałam, skoro od samego początku deklarowałam chęć karmienia piersią. Próbowałam potem podawać w nich mojemu prawie roczniakowi wodę bądź mleko podczas mojej nieobecności, ale on butlom mówi NIE i jest zwolennikiem niekapków i bidonów. Butelki są jak najbardziej potrzebne, ale najlepiej jak się je kupuje gdy zachodzi potrzeba, a nie magazynuje zawczasu tysiące rodzajów w razie „W”.

Zuzanna olała butelki, ale też i smoczki. Specjalnie fundnęłam jej taki różowy w kolorowe kwiatki w dwóch wersjach na wypadek buntu w stosunku do któregoś z materiałów – silikonowy i kauczukowy. Do zestawu dołączyły „sweetaśne” łańcuszki. Niestety nie trafiłam w gust mojej panny, bo pluła nimi na odległość. Wolała prawdziwy smok (czytaj: cycki matki) niż sztuczności. W sumie to nawet miło mi się zrobiło, bo postępując w ten sposób zasugerowała, że „małe jest piękne”. Mimo laktacji, rozmiar mojego biustonosza nie uległ zmianie – nadal poniżej średniej krajowej.
Smoczki spisałam na straty i jednocześnie sterylizator do nich. Nie wiem po co się na niego szarpnęłam, ale chyba urzekła mnie promocyjna cena. Nawet gdyby Zuza ciągnęła „dyndola”, to i tak bym nie używała tego „ustrojstwa”, tylko „brudas” pod kran i po sprawie. Oj ci sprzedawcy… potrafią zakręcić i wcisnąć głupoty…

Teraz przyczepię się do wózka. Największy kit u nas to parasolka. Przyznaję, że wybrałam produkt ze średniej półki i oprócz tego, że materiał jest ładny, to żadnego pozytywu o niej nie mogę powiedzieć. Lata to na wietrze we wszystkie strony, przegina się, wylatuje z zaczepu… masakra. Ostatecznie w gondoli poszła w ruch pieluszka, a w spacerówce duża budka w zupełności wystarcza. Parasolka leży i się kurzy i czeka aż Zuza się nią zajmie i popsuje…

Ubranka to temat rzeka. Dla noworodka body przekładane przez głowę, mało zapięć, kaptury to niewypał. Na początkowym etapie nie jest ważny wygląd ciuszków, ale to, żeby się je łatwo zakładało. Moja panna nierzadko miała na sobie kaftaniki, spodenki, bluzeczki za duże o jeden rozmiar, bo wolałam zaoszczędzić sobie stresu podczas przekładania rączek, nóżek w labiryntach rękawów, nogawek. Nie przydały mi się też niedrapki. Mała urodziła się z długimi paznokietkami, ale były miękkie i jakoś same się obcięły. Te rękawiczki ciągle gdzieś się zapodziewały w szpitalnym łóżeczku i nie chciało mi się ich szukać. Panie położne nawet mówiły, że ważny jest kontakt ciała z ciałem, a nie przez jakieś warstwy tkanin.

A mam zagadkę? Podpowiedź: część garderoby. Ładnie wygląda, jest miękki, kojarzy się z kąpielą, ma rękawy, w które nigdy nie wkładasz rąk? Szlafroczek dla noworodka – mam trzy w rozmiarze 56. Używałam ich jako ręcznika, bo nie wiem po co miałabym męczyć się z tymi rękawami tzn. upchnięciem małych rączek bąka, skoro i tak ten dzieciak nie spaceruje po domu w podomce tylko od razu po kąpieli wskakuje w piżamkę, pod kołderkę i „aaaaa”. Podkreślę tutaj fakt, że ja paraduję w szlafroku po myciu – zasiadam w nim do kolacji, a potem ląduje on przy łóżku jak już idę spać. Dla starszego smyka to fajne rozwiązanie, ale dla tych maluchów, co jeszcze niedawno w brzuchu mieszkały to „szajs”.

Błędem jaki popełniłam przygotowując rzeczy dla bąbla było zaopatrzenie się w dużą ilość kosmetyków do pielęgnacji – ze dwa szampony, trzy płyny do mycia, kilka emulsji do kąpieli. Zapasy zrobiłam jakby sklepy mieli zamknąć. Okazało się, że część kosmetyków uczulała moją pannę i musiałam kupić jej inne. Te wcześniej nabyte trafiły na naszą półkę… tylko po co mi „dzieciowy” żel do mycia za 3 dychy, skoro mogłabym traktować skórę „dorosłym” za 10 zł… i taka tu oszczędność wyszła…

A teraz prezenty – tylko żeby darczyńcy tego nie czytali! Przez kilka nocy musiałam dzielić łoże z mężem i różowym pieskiem chłonącym mój zapach. Potem maskotka miała wylądować w łóżeczku dziecka i zapewniać mu spokojny sen – że niby matka obok a tak naprawdę siedzi w salonie i ogląda jakiegoś wyciskacza łez. Zuza nie dała się oszukać – pies to zwierzę, a ona mamy chciała – człowieka. Taniej by było wrzucić do łóżeczka swoją bluzkę.

Kolejny kit to kosz na zużyte pieluchy. Nie wiem od kogo to dostaliśmy, ale mocno musiało nadszarpnąć domowy budżet ofiarodawcy. Na początku nie wiedziałam co to jest – ekspres do kawy? Sterylizator? Instrukcja obsługi wyjaśniła mi cóż to takiego jest. Producent napisał: „Specjalny element przesuwa zawiniętą pieluszkę do wnętrza pojemnika, a szczelna folia antybakteryjna kontynuuje usuwanie zarazków i zapewnia długotrwałą ochronę dla całej rodziny”. Na początku sprzęt ogarniał pampersy Zuzanny, ale rozszerzenie diety za wysoko podniosło poprzeczkę dla naszego kosza na pieluchy i nosy cierpiały. Ostatecznie ów wynalazek znalazł się na strychu, a mój mąż częściej odbywa pielgrzymki do zsypu na śmieci.

Powyższe oceny są oczywiście subiektywne i proszę się nie obrażać, jeśli ktoś myśli inaczej. Jeden lubi daną rzecz, inny nie i o to właśnie w życiu chodzi, żeby było urozmaicenie. Dodatkowo handel się musi utrzymywać, bo jeśli ja czegoś nie kupię, bo dla mnie to kit, to ktoś inny weźmie to za hit.

komentarze 2

  1. Milena -  29 września 2015 - 13:32

    Świetny artykuł 🙂
    My tez dostaliśmy to cudo, tj. kosz na zużyte pieluszki. To droga sprawa i nie mam pojęcia dlaczego ktoś postanowił wydać tyle kasy na coś, bez czego spokojnie da się żyć. Producent zapewniał, że pieluszki są szczelnie zapakowane w worku, a ich okrutny zapach nie ma prawa sie wydostać. Taaa… jasne. Po tygodniu „cudowny” kosz poszedł w odstawkę. Zajmował tylko miejsce i irytował mnie swoja bezużytecznością.
    A co z nadmiarem ciuszków dla maluszka? To już chyba klasyka… Nie znam osoby, która wykorzystałaby wszystkie ubranka, ktore kupiła/dostała/przygotowała dla swojego dziecka.

  2. Beata -  2 października 2015 - 12:24

    Przez pierwsze 2 -3 lata większość ubranek dla córy kupowałam w sklepach typu second-hand. Dzieci w tym wieku tak szybko rosną, że ubranka często nawet nie zdążą się zniszczyć, a już są za małe. A wyszperane ciuszki w niczym nie ustępowały tym nowym.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.