Spanie z dzieckiem

Spanie z dzieckiem to jeden z tych tematów drażliwych. Może ciut mniej niż szczepienia czy karmienie piersią, ale jednak. Podobno człowiek jest jedynym gatunkiem, który wygania swoje młode z gniazda. A jak jest u nas?

Jak bardzo uwielbiam swojego syna, ubóstwiam się przytulać do jego cieplutkiego ciałka i kocham drzemki z nim, tak nie bardzo lubię z nim spać przez całą noc.

Młody od urodzenia spał u siebie. Spaliśmy wszyscy w jednym pokoju, ale każdy w swoim łóżku. Dopiero nad ranem młodzieniec lądował u nas. I tak jest do teraz, z tą różnicą, że my dorobiliśmy się swojej sypialni.

Noce spędzone razem w trójkę w jednym łóżku mogę policzyć na palcach jednej ręki, no może dwóch, no dobra mogę dodać i palce stóp, jednak przez te półtora roku było ich mało.

Najpierw baliśmy się spać z takim małym szmyrglem. A co jak któreś z nas go przygniecie? A co jak niechcący zakryjemy go kołdrą? A co jak zaplącze się w poduszkę? Młody wędrował do nas dopiero nad ranem, kładłam go sobie na klatce piersiowej i tak dosypialiśmy jeszcze bez ruchu parę godzin.

Z upływem czasu przestaliśmy drzemać na kanapkę (wyjątki stanowią choroby bo wtedy sam młody gramoli się na matkę) i zaczęło się przemieszanie po łóżku. Żadne z nas, z maużem, nie należy do osób śpiących jakoś czujnie. O dziwo marudzenie, nawet nie płacz małego, mnie budzi, ale jak już zmienia pozycję obok mnie nie. Niektóre matki natomiast nie są w stanie zapaść w głębszy sen w towarzystwie swojego malucha. Każdy szelest, każdy obrót zrywa je od razu do świadomości. Ten problem mnie nie dotyczy, ale jednak gdzieś podświadomie moje ciało mówi „uważaj! I tak tkwię w jednej pozycji parę godzin. Jak się położyłam tak się budzę. Kark boli, ucho zgniecione, ręka zaraz odpadnie, miednica traci elastyczność i po wstaniu z łóżka tułam się zgięta wpół, a wszystkie mięśnie spięte i obolałe. Młody wyspany i szczęśliwy, matka jak zombie.

Dodatkowo dochodzi intymność małżeńska. Ja wiem, że można wykorzystać każde inne pomieszczenie w domu, ale w sumie fajnie po prostu przytulić się czasem w nocy do ciut większego źródła ciepła niż 80cm szczęścia. A mąż też człowiek i trochę ciepła mu się należy.

Powiecie, że wygodniej pod względem karmienia piersią? Hop, siup koszulka do góry i ssak uskutecznia samoobsługę, nie trzeba wstawać, łazić po domu. Może i tak, ale jednak w jakimś stopniu wolę panować nad tą samoobsługą, żeby się smok za bardzo nie przyzwyczaił i nie uskuteczniał tego również w dzień, podporządkowując sobie całe otoczenie. Co prawda chęci chęciami i już trochę nie wyszło.

Ach no i jeszcze jedno, co utwierdza mnie w moich przekonaniach. Przy dziecku śpiącym jak zając można tylko spać. A jak w nocy zachce się siusiu?

  1. ryzykujesz i wstajesz – otwierasz strasznie skrzypiące drzwi i przemieszczasz się po domu z nadzieją, że nie wpadniesz na żadną zabawkę. Nie musisz wpadać na zabawkę, już słyszysz płacz bo te przeklęte drzwi obudziłyby nawet umarlaka.
  2. nie ryzykujesz, nie wstajesz – zaczynasz się kręcić, mocz uciska już prawie na mózg, rozważasz pożyczenie od dziecka pampersa, żeby tylko ograniczyć możliwość wybudzenia go…

Jednak lepiej jak przynajmniej większość nocy spędza u siebie. Kiedyś w końcu przestanie przychodzić 😉

komentarze 3

  1. Paweł -  31 sierpnia 2015 - 22:02

    Dokładnie – jest to temat drażniący. My dzieci swoje przyzwyczailiśmy do spania u siebie i jest to najbardziej korzystny układ.
    Owszem, jeśli wcześniej ścielimy, pozwalamy poleżeć w naszym łóżku – wówczas leży syn i córka wraz z żoną, a ja przyglądam się moim trzem skarbom. Rano – kwestia kto o której wstanie. Przeważnie córka pierwsza biegnie do nas do łóżka i nas budzi.

  2. Selenan -  31 sierpnia 2015 - 22:27

    Jakie to życiowe…. NASZA gwiazda co jakiś czas nabiera dziwnej awersji do łóżeczka i nie chce w nim spać. Czasem z nią walczę i jakoś udaje mi się ją skłonić do zalegania w swoim łożu, ale zazwyczaj finał jest inny – śpimy we trójkę – mała rozkłada się jak księżniczka na środku, a rodzice okupują na bokach krańce łóżka.

  3. Milena -  1 września 2015 - 10:06

    Nie widze możliwości spania z dzieckiem w łóżku. Za bardzo boję się, że jednak przygniotę, zduszę, zakryję kołdrą. Nie potrafię spokojnie zasnąć, mając maleństwo w ramionach, to raczej przypomina czuwanie. Jak długo da sie pociągnąć przy takim „spaniu z otwartymi oczami”? Poza tym, lepiej przyzwyczajać dziecko do spania w swoim łóżeczku już od samego początku.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.