Ryba a’la maluszek – jak nauczyć dziecko jeść ryby?

Fot. Joshua Resnick

– Co chcesz na obiad? – Rybę mamo! – to praktycznie niemożliwe, abyśmy usłyszeli taką odpowiedź od swojej pociechy. Dlaczego? Bo dzieci niestety raczej nie lubią ryb. Trudno się im dziwić, skoro także i niewielu dorosłych przepada za tego typu daniami. To ogromny błąd – alarmują specjaliści. Dlatego już od dziecka powinniśmy uczyć najmłodszych jeść te wodne stworzenia. Tym bardziej, że świeże i doskonałej jakości ryby można już teraz kupić bez trudu mieszkając nawet setki kilometrów od czystego akwenu.

Mimo iż do jedzenia ryb od lat przekonują nas kampanie społeczne, dietetycy i lekarze to duża liczba rodziców nadal niechętnie serwuje je swoim pociechom. Przyzwyczaili się oni bowiem do tego, że maluchy nie lubią tych wodnych stworzeń i z góry eliminują je z dziecięcego menu. A jednak są doskonałe sposoby na to, aby już od najmłodszych lat polubić ryby.

Zdrów jak ryba

Specjaliści głośno mówią o tym, że ryby są zdrowe i warto je jeść, dodając praktycznie jednym tchem, że zawierają one cenne nienasycone kwasy tłuszczowe oraz bardzo ważne, szczególnie w diecie dziecka, kwasy omega-3 i omega-6. To właśnie one wpływają na rozwój mózgu i układu nerwowego, dbają o wzrok i wzmacniają odporność malucha, a poza tym łagodzą ewentualne stany zapalne. – Gatunki tłuste, na przykład makrela, sardynki, śledź czy łosoś są ponadto bogate w witaminy A, D i E, a także cenne minerały, między innymi jod, fluor i potas – mówi Włodzimierz Borowczyk z internetowego sklepu Dobreryby.pl. To dzięki nim ryby wspomagają tworzenie zdrowych kości i chronią przed krzywicą, anemią oraz szkodliwym działaniem wolnych rodników. Wpływają również na prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego i tarczycy, koncentrację i pamięć. Dlatego też przyzwyczajenie dziecka do jedzenia ryb już od najmłodszych lat z pewnością zaprocentuje w przyszłości.

Nowość w menu

Najlepiej jadłospis pociechy wzbogać stopniowo, podając na początek jedną-dwie łyżeczki potraw z ryby raz w tygodniu. Bardzo ważne jest, aby do takiego posiłku dla maluch zakupić rybę z pewnego źródła, by mieć pewność, że jest świeża i zdrowa. – Mięso nie tylko ryb, ale także i innych zwierząt z dużych masowych produkcji posiada zupełnie inne właściwości niż to pochodzące od osobników hodowanych w czystych i ekologicznych warunkach. Dlatego warto przyjrzeć się dokładnie temu, skąd pochodzi ryba, którą kupujemy i szczególnie dzieciom podawać te wyłowione w najczystszych regionach naszego kraju. Dzięki nowoczesnym usługom i sklepowi internetowemu taką świeżą, pełnowartościową rybę możemy mieć w domu na talerzu już w ciągu 24 godzin od jej wyłowienia. To argument, który powinien przekonać nie tylko smakoszy, ale też rodziców dbających o zdrowie maluchów – tłumaczy Włodzimierz Borowczyk z Dobreryby.pl. Ryby z takich ekologicznych hodowli doskonale sprawdzają się także u dzieci, u których ujawniają się alergie pokarmowe na różne inne pokarmy. W tym wypadku wodne stworzenia mogą być doskonałą alternatywą i źródłem witamin w ich zastępstwie.

Ryba łyżeczka po łyżeczce

Małym dzieciom rybę najlepiej podawać ugotowaną na parze lub w wodzie i rozdrobnioną. Można ją także dodać do zupki lub zmiksować z warzywami. Warto pamiętać o tym, aby w czasie, kiedy zaczynamy włączać do jadłospisu malucha rybę, nie wprowadzać innych nowych pokarmów – dzięki temu łatwiej będzie nam rozpoznać ewentualne alergie. Jeśli nie zauważymy objawów uczulenia, stopniowo możemy zwiększać porcje do około 10 g i serwować je na przykład już dwa razy w tygodniu. Dobrze jest po pewnym czasie zacząć także wprowadzać kolejne gatunki, zarówno te morskie, jak i jeziorne. Z wiekiem możemy wzbogacić menu dziecka o ryby pieczone w folii czy grillowane. Unikajmy za to tych smażonych lub w panierce. Jeśli natomiast nasze ciut starsze dziecko upodoba sobie paluszki rybne, kupując je zwróćmy szczególną uwagę na skład i w informacjach na opakowaniu sprawdźmy, ile jest tak naprawdę ryby w takiej „rybie”. Niestety paluszki są produktem głęboko mrożonym, posiadają więc znacznie mniej wartości odżywczych niż świeża ryba i więcej kalorii. Dlatego jeśli nasz malec nie garnie się do obiadu na widok pstrąga, jesiotra czy leszcza może warto – zamiast od razu zastępować go paluszkami – spróbować własnoręcznie przygotować na przykład rybne kotleciki. Zajmie to nam tylko kilka minut więcej niż odgrzanie gotowego produktu z kartonika, a zmienia tak wiele.

komentarze 3

  1. Milena -  7 września 2015 - 17:10

    U nas problem z jedzeniem ryby bardzo szybko odszedł w niepamięć. W jaki sposób? Już tłumaczę… 🙂 Kiedy nasz mały zaczął marudzić przy jedzeniu, wpadliśmy na pomysł, żeby uatrakcyjnić nieco posiłek. Zaczęliśmy układać z jedzenia obrazki – takie małe ” dzieła sztuki”. Ulubionym obrazkiem synka jest „żaglówka”. Część, którą stanowi „łódź” układamy z ubitych ziemniaków, „maszt” z paluszków rybnych, „żagiel” z liścia sałaty, który wypełniony jest surówką. Obiad znika w 5 minut 🙂

  2. Iwona -  7 września 2015 - 19:34

    O ile łosoś jest jeszcze jako tako tolerowany przez maluchy moich koleżanek, tak pozostałe ryby nie mają racji bytu 🙂 Ja niestety nie potrafię nauczyć młodą jeść ryb. To zadanie ponad moje siły

  3. Agnieszka -  7 września 2015 - 20:56

    U nas możliwe:) wszyscy przepadają za rybkami. Może z tego względu że ja wychowałam sie blisko jeziora więc na obiad gdzieś 2 razy w tygodniu zawsze były rybki, chcąc podtrzymać tradycje naszą rodzinną to od małego podawałam naszym dzieciom rybę najpierw gotowaną potem pieczoną. Teraz aby było coś innego to właśnie sama robię kotleciki rybne bo te ze sklepu to nie bardzo nam smakują. Uważam iż rybki powinny być jedzone chociażby raz w tygodniu. Na szczęście u nas nauka jedzenia ryb poszła znakomicie:)

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.