Rozwód rodziców – bo tak będzie lepiej dla dziecka. Czyżby?

Rozwodzący się rodzice to trauma dla dziecka – powiedzmy to sobie wprost. Wiele par, które w pewnym momencie przestają się ze sobą dogadywać i decydują się na tak poważny krok, nie zdaje sobie w pełni sprawy z tego, co przeżywają wtedy ich dzieci. Ba, tłumaczą jeszcze, że tak będzie dla nich lepiej, a nawet – że robią to dla dzieci. Opiszę Wam, jak wygląda to z perspektywy kilkulatka, a potem nastolatka i zastanówcie się jeszcze raz, czy to już naprawdę koniec Waszej rodziny. I przede wszystkim przestańcie wmawiać wszystkim wokół, że robicie to dla Waszych dzieci – robicie to dlatego, że jesteście na siebie już uczuleni i nie widzicie dla siebie szans, i nie ma nic złego w tym, aby się do tego przyznać, tylko zastanówcie się, czy na pewno warto zaprzepaścić X lat, przez które wszystko układało się dobrze. Czy to na pewno nie chwilowy kryzys, czy sami nie wyolbrzymiacie niektórych sytuacji i nie macie w stosunku do partnera/ki wygórowanych oczekiwań. Być może akurat dla Was jest jeszcze szansa, a dziecko zasługuje, aby tę szansę wykorzystać.

OK, ale miało być o tym, jak widzi to dziecko. Jako kilkulatek praktycznie wszystko robi z rodzicami albo w ich obecności. Niezależnie od tego, czy są to wspólne zabawy i tańce, leniwe oglądanie bajek w TV, spacery, zakupy czy zwykłe odprowadzanie do i z przedszkola, rodzice zawsze są obok. Kiedy dziecko bawi się z koleżankami i kolegami na podwórku, robi to pod czujnym okiem mamy i taty. Kiedy się nudzi, skarży się rodzicom, a ci starają się wymyślić ciekawe zabawy. Kiedy przychodzi czas urodzin lub świąt, jest wręcz idealnie, bo do imprezy dołączają znajomi, babcie i dziadkowie, być może siostry i bracia cioteczni, ciotki i wujkowie.  Ale nawet w kameralnym gronie dziecko czuje się po prostu szczęśliwe i… bezpieczne w pełnej rodzinie.

Z czasem przychodzi ten moment, w którym rodzice zaczynają się częściej kłócić. Dziecko nie do końca nawet rozumie dlaczego, bo wyrywkowo wyłapuje informacje z rozmów. Jeśli tylko padnie tam chociaż jedno zdanie z wyrzutem o brak opieki nad dzieckiem, dla malucha jest to informacja, że rodzice kłócą się właśnie z jego powodu. Po kłótniach przychodzi spokój i dziecko o wszystkim zapomina – nadal jest szczęśliwe. Kiedy sytuacja się pogarsza i kłótnie są coraz częstsze, dziecko próbuje uspokoić rodziców i zrozumieć, co tak naprawdę się dzieje. Dotychczas idealne życie w pełnej rodzinie zamienia się w obserwowanie awantur rodziców. Dochodzi do tego fakt, że mama czy tata podczas rozmów ze znajomymi narzekają na drugiego rodzica, co zaczyna frustrować dziecko – w końcu coś złego powiedziano na jedną z najważniejszych osób w jego życiu. Ale potem znowu chwilowo jest cisza i dziecko znowu zapomina o problemach. Liczy się to, że ma przy sobie obojga rodziców i że tworzą magiczny trójkąt – mama, tata i ja. 

Przy którejś z kłótni mama pakuje tatę i zapada decyzja o rozstaniu. Rozwód rodziców jest już postanowiony. Zapłakane dziecko chodzi na zmianę raz do mamy, raz do taty, przytulając ich i licząc na to, że uda mu się pogodzić rodziców tak samo, jak rodzice czasem godzili je po kłótni z koleżanką czy kolegą z podwórka. Ale nic z tego – jeden z rodziców wyprowadza się z domu, a dziecko nie tylko nie rozumie całej sytuacji, ale też nie wie, gdzie ten drugi rodzic poszedł i kiedy wróci. Dziecko traci to, co dla niego najważniejsze. Nie ma już przy sobie obojga rodziców. Nie ma poczucia bezpieczeństwa, a pojawia się dodatkowa obawa, co się stanie, kiedy samo będzie niegrzeczne. Czy mama jego też „spakuje” i odda? W moim przypadku tak właśnie było… no, może nie do końca, bo nie chodziło o moje zachowanie, ale kiedy jeden z rodziców spotkał swoją kolejną drugą połówkę, ja zostałam z babcią. Od zawsze traktowałam ją jak drugą mamę (od moich narodzin mieszkaliśmy u dziadków razem z rodzicami), więc sam fakt bycia wychowywaną przez nią nie był dla mnie problemem. Problemem było jednak to, że w przeciwieństwie do „normalnych” rodzin, w których dzieci podrzuca się dziadkom na weekendy, w moim przypadku to rodziców widziałam od święta. Co gorsza, nigdy razem – albo mama przyjeżdżała na trochę do „mojego” domu, a potem wracała do „swojego”, albo tata przychodził po mnie w weekendy i zabierał do drugiej babci. Na domiar złego, musiałam wysłuchiwać jednego z rodziców, który narzekał na drugiego w mojej obecności, a nawet podbuntowywał mnie samą – jako dziecko nie musiałam wiedzieć o tym, jakiego rodzaju problemy występowały między nimi. Ale mimo tego przez lata czekałam, aż znowu będziemy tworzyć pełną rodzinę. Cały czas miałam nadzieję na to, że to był tylko chwilowy kryzys i że rodzice nadal się kochali. Ale tak się nie stało… zamiast tego każdy znalazł sobie kolejną drugą połówkę,

Tak, rozwodzący się rodzice z czasem założą kolejne rodziny. I tak Ty – mamo, jak i Ty – tato, musicie pogodzić się z tym, że Wasze wspólne dziecko kiedyś będzie musiało na zmianę odwiedzać nową rodzinę mamy i nową rodzinę taty. A Ty z kolei będziesz patrzeć na to, jak były mąż czy żona są teraz szczęśliwi z innymi osobami. Być może zadasz sobie pytanie, czy na pewno nie udało się uratować Waszego związku i czy na pewno było tak źle. Ale mniejsza z tym… wróćmy do dziecka.

Nie da się wyobrazić tego, co czuje dziecko widząc mamę czy tatę z nowym partnerem. Kiedy jeszcze w ich nowej rodzinie pojawia się kolejne dziecko, to pierworodne staje się kompletnie zagubione i odsunięte na bok. Ci z Was, którzy żyją w kompletnych rodzinach i mają kilkoro dzieci, doskonale zdają sobie sprawę z tego, że dla starszego dziecka jest to trudna sytuacja, bo musi pogodzić się z tym, że oddaje rodzeństwu część czasu i uwagi, jakie dotychczas poświęcali mu rodzice. Jest to dużo trudniejsze w sytuacji, kiedy to drugie dziecko pojawia się w nowej rodzinie, bo wtedy jeszcze bardziej zwiększa się dystans pomiędzy rodzicem a dzieckiem, a także odczucie, że jest się tylko piątym kołem u wozu. U mnie doszła do tego kolejna trudna sytuacja, bo mamie coś nie pasowało w tym, że nie jestem już zabierana do drugiej babci, tylko do nowej żony i dziecka taty, a nowej żonie taty nie pasowało to, że utrzymywał ze mną systematyczny kontakt. Do dzisiaj pamiętam babcię (tą, która mnie wychowywała) namawiającą tatę do tego, aby przychodził do mnie częściej i tatę, który odpowiada, że nie może, bo żona mu zabroniła. Wyobrażacie sobie taką sytuację? To był jakiś absurd!

Przez całe dzieciństwo nie tylko przeżywałam rozpad rodziny, ale także wstydziłam się przed innymi dziećmi. Wydawało mi się, że wśród kolegów i koleżanek w przedszkolu, a potem w szkole, tylko ja jedna mam rozwiedzionych rodziców. Wstydziłam się tego niesamowicie i długo liczyłam na to, że rodzice się jeszcze zejdą, albo przynajmniej zaczną się jakoś dogadywać. Wyjątkowo długo zajęło mi pogodzenie się z tą sytuacją – chyba dopiero kiedy byłam nastolatką i moje drobne problemy stawały się na tyle duże, że zapominałam o wcześniejszych i przestałam do nich wracać. Dokładnie tak – rodzice rozstali się, kiedy jeszcze chodziłam do przedszkola, a ja pogodziłam się z tym dopiero w wieku nastu lat. I też nie do końca, bo jeden z rodziców był tak wytrwały w tworzeniu problemów ze wszystkiego, że nie wyobrażał sobie przebywania w tym samym pomieszczeniu co drugi i to nawet na chrzcinach czy urodzinach moich dzieci. I tak, mając już własną rodzinę, urodziny czy święta muszę organizować w taki sposób, aby mamę przyjąć osobno i tatę osobno.

Czy tak właśnie wyobrażacie sobie kolejne lata życia Waszych dzieci po Waszym rozstaniu oraz Wasze relacje między sobą? I czy nadal uważacie, że tak będzie lepiej dla dzieci? Może rozwód nie jest jeszcze przesądzony?

komentarze 3

  1. Zbyszek -  1 kwietnia 2016 - 16:11

    Nigdy rozwód nie będzie dobry dla dziecka. Nigdy. Dziecko wychowywane bez jednego z rodziców to zwyczajny kaleka emocjonalny.

  2. jeździki pchacze -  18 kwietnia 2016 - 10:49

    CisCiężko jendoznacznie stwierdzić, co będzie dobre dla dziecka, a co nie. Rożne są w życiu sytuacje, pozdrawiam serdecznie

  3. Ola -  10 maja 2016 - 19:29

    Zanim urodziłam córkę uważałam że nie powinno się na siłę być z drugim człowiekiem i jak są problemy to trzeba odejść, jednak odkąd mam dziecko patrzę na to zupełnie inaczej. Wiem że warto pracować nad związkiem choćby ze względu na to dziecko, bo nikt inny nie pokocha jej tak jak jej rodzice i nie zapewni takiego poczucia bezpieczeństwa jak my dwoje.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.