[konkurs/ankieta] Problemy z karmieniem piersią

Na dobry początek istnienia bloga startujemy z konkursem 😉 W komentarzach do tego wpisu odpowiedz na pytanie „Jakie problemy napotkałaś podczas karmienia piersią i jak sobie z nimi poradziłaś?Spośród odpowiedzi dodanych do następnego poniedziałku (24 sierpnia) wybierzemy 1 najciekawszą i nagrodzimy jego autorkę jednym z poniższych produktów*

czapeczka dla chłopca (szczegóły)

czapeczkakokarda dla dziewczynki (szczegóły)

kokarda

Informację o wygranej zamieścimy w tym wpisie, a także prześlemy ją na adres mailowy zwyciężczyni (adres podany podczas komentowania będzie dostępny tylko dla administracji serwisu).

Na odbiór nagrody zwyciężczyni będzie miała 7 dni – po tym czasie, w przypadku braku odpowiedzi, nagroda przejdzie do puli nagród w kolejnym konkursie.

* w przypadku braku dostępności produktu w momencie zakończenia konkursu, zwyciężczyni będzie mogła wybrać inny produkt z asortymentu sklepu, o ile jego koszt nie przewyższy ceny oryginalnej nagrody. Wysyłki realizowane są tylko na terenie Polski.

Przypominamy pytanie konkursowe: Jakie problemy napotkałaś podczas karmienia piersią i jak sobie z nimi poradziłaś?

Rozstrzygnięcie konkursu: gratulujemy nagrody dumnej mamie Monice 😉

komentarze 4

  1. (nie)idealna mama -  17 sierpnia 2015 - 23:27

    Przed narodzinami wydawało mi się, że karmienie piersią jest tak naturalne, że jakoś tak samo przyjdzie i że nie ma się nad czym zastanawiać. A tu niespodzianka – co chwilę problemy typu ból, zapalenie piersi, utrata pokarmu przez leki, a potem wielotygodniowa walka o przywrócenie pokarmu. Jakoś się udało, ale łatwo nie było.

  2. dumna mama Monika -  18 sierpnia 2015 - 13:25

    będąc w ciąży każdy pytał czy będę karmiła piersią…zawsze pewnie i zdecydowanie odpowiadałam że tak. Kiedy urodziła synka pojawiły sie pierwsze problemy…okazało się że jest opity wodami płodowymi i nie miał odruchów ssania. Każda próba kończyła sie płaczem synka i wymiotami. Czułam sie fatalnie…denerwowałam sie..płakałam. Przez 3 dni w szpitalu próbowałam go przystawiać do piersi ale bez efektu. Martwiłam sie bo nic mój kochany maluszek nie pił..nie chciałam żeby sie rozchorował. próbowałam dalej ale nadal nic z tego…kiedy wrócilismy do domu odrazu kupiłam mleko w proszku…ale ku mojemu zdziwieniu mały nie tolerował w ogóle butelki…i co teraz? każdy powtarzał że tak bardzo chciałam karmic a teraz rezygnuje? próbuj Monia…będzie dobrze. No i próbowałam…mały zaczoł w końcu łapac o co chodzi…ale nadal było cięzko. Po 2 dniach przyjechała położna i powiedziała że mam pocharatane brodawki…mały zbyt płytko łapał sutka. każde karmienie było dla mnie ogromnym bólem. Kiedy mały już zaczoł dobrze ssać ja zwijałam sie z bólu zaciskając usta i oczy…ale najważniejsze było dla mnie to aby jadł. Poparu dniach bólu mały zaczoł chwytać pierś z otoczką i ból sie skończył. UFFFFF odetchnełam. Ale potem zaczoł sie problem z nawałem pokarmu..i co robić? obolałe piersi bolały nadal…mały krztusił sie a mleko sikało na pół pokoju:) miałam laktator ale sciąganie laktatorem bolało mnie okropnie więc musiałam nauczyc się sciągąć pokarm ręcznie.Nie było łatwo po pokarmu wylatywało mało a palce omawiały już posłuszeństwa. Nie było wyboru i musiała pare dni pomęczyć się aż w końcu pokarmu zaczeło być tyle ile maluszek potrzebował 🙂 znowu uradowana odetchnełam. Ale potem natknełam sie na kolejny problem. Jaki? czy mój synek sie najada? halo???? moje piersi są już miekkie a on ssie ssie i ssie…czy tam w ogóle coś mu leci? Bałam sie że jest głodny a ja go nie wykarmie. Było tak każdego wieczoru kiedy wydawało mi sie że nie mam już pokarmu…bo w dzien było go całkiem sporo. Już miałam ochote siegnąć po mleko w proszku…ale weszłam jeszcze na forum by poczytać czy ktoś miał taki sam problem jak ja…i co się okazało? że jest mnóstwo takich zrezygnowanych matek jak ja które panikowały że nie mają wieczornego pokarmu. Było też pare dziewczyn które pisały że mam być pewna że pokarmu jest tyle ile mós skarb potrzebuje…że mleko wytwarza się podczas ssania i na pewno mu nie zabraknie. Faktycznie…mój mały prawidłowo przybierał na wadze…nie płakał był radosny…postanowiłam nie dokarmiać go i tak też zrobiłam. Teraz mój mały ma 7mc. Nadal karmie go piersią i co? nadal boje się że strace pokarm 🙂 chciałabym go karmić jak najdłużej…..ale co ma być to będzie:)przystawiam go często do piersi w dzień jak i w nocy więc powinno być dobrze i taką mam nadzieje:) kochane moje. karmijcie piersią swoje maleństwa…poród to nie łatwa sprawa i bolesna…ale dałyscie rade…a teraz pokonajcie problemy z karmieniem i nie poddawajcie sie. Troche bólu i newów czeka ale warto by poprzytulać w swoich ramionach swoje maleństwo <3 Pozdrawiam Monika

  3. Marta -  19 sierpnia 2015 - 13:43

    To faktycznie mega ciężko. Podziwiam determinację i gratuluję 😉

  4. nathy -  24 sierpnia 2015 - 10:24

    Z tym karmieniem piersią nie jest tak kolorowo na początku. Pamiętam jak dziś. Wyciekające mleko, brudna piżama i pościel. By za chwilę piersi były jak flaczki. I to jedno pytanie Czy dziecko się najada? Dlaczego cały czas wisi przy piersi? Mąż wracał z pracy i zastawał mnie w takiej samej pozycji, w której bylam jak wychodził. Tysiące postów na forach, filmiki w sieci jak przystawiać i karmić maluszka. A u Nas to nie działało. Do tego wszystkiego pogryzione sutki i okropny ból, kiedy dziecko chwytało pierś. Ale jak postanowiłam, że będę karmić naturalnie to będę. I walczyłam. Postanowiłam wypróbować laktator, tyle pochlebnych opinii przecież miał. Wycisnęłam parę kropel i się załamałam. Wtedy też zaczęłam wmawiać sobie, że w takim razie moje piersi są puste i dlatego synek płacze i co chwilę przekładam go do innej piersi. Tego było już dość. Wysłałam męża po mleko dla dzieci. Przecież nie mogę zagłodzić dziecka. Mąż wrócił z mlekiem- jeszcze nie, nie poddam się, pomyślałam i wróciłam do niekonczącego się karmienia. Poprawy nie było. Pomyślałam o herbatkach na laktację. Smak ziołowy, nie każdemu pasują ale mi smakowały. Było trochę lepiej ale bez rewelacji. Wtedy pomyślałam o zmianie pozycji, przecież jest ich tyle. I znowu doktor google, przy okazji trafiłam na środek na bazie słodu jęczmiennego. Wtedy dostępny był w wybranych aptekach. Dlaczego by nie spróbować, zaszkodzić nie zaszkodzi, a może okaże się skuteczny. Mąż pojechał do apteki i kupił. Oczywiście poprawy z dnia na dzień nie było. A dodatkowo najlepiej smakował z mlekiem a nie wodą. A maluszek na mleko krowie był za mały. I znowu jakieś błędne koło. Nie miałam wyjścia piłam z wodą. Poprawa następowała stopniowo. Aż przyszedł ten dzień. Piersi puste(wtedy tak mi się wydawało), dziecko płacze, w jednej piersi nic, w drugiej nic. Co się dzieje, myślałam przerażona. Dziecko głodne, zrób mu to mleko co kupiłeś, wyłoniłam męża do kuchni. Za chwilę poszłam sama, spojrzałam na to przygotowane mleko i pomyślałam, będę walczyć, przynajmniej do 6 miesiąca chcę karmić a potem to jak się da. I nie podałam dziecku mleka modyfikowanego. Po tym kryzysie było już tylko lepiej. Może nie aż tak rewelacyjne jakbym chciała ale kroczek do przodu został zrobiony. Czas na pierwszą wizytę u pediatry. Ważenie synka i słowa lekarki co tak mało przybiera? Taki malutki jest. Od wagi urodzeniowej niewiele przybrał, pastwiła się doktórka nade mną. Mialam już mętlik w głowie. Dziecko było pod opieką Poradni Patologii noworodka ( podejrzenie żóltaczki wywołanej konfliktem serologicznym), i tam nikt nie miał zastrzeżeń do wagi synka. Za namową koleżanki zapisałam się do poradni laktacyjnej. Do czasu wizyty zmieniłam pozycję na pozycję spod pachy i tak karmiliśmy się przez tydzień. W końcu przyszedł dzień wizyty. Ważenie synka i zdziwienie na twarzy Pani doktor. Pierwsze pytanie czy dziecko jest dokarmiane. Oczywiscie, że nie, odpowiedziałam. To co Pani zrobiła, że w takim czasie dziecko tak dużo przybrało-zapytała Pani doktor. Na mojej twarzy pojawił się mały uśmiech. Zmieniłam pozycję- odpowiedziałam. Potem jeszcze badanie maluszka i sprawdzenie czy dobrze chwyta pierś. Wszystko w jak najlepszym porządku. Od tego czasu karmienie stało się przyjemnością a nie udręką. I mleka mam tyle, że karmię do tej pory, a synek ma już ponad 1,5 roczku;) Jestem z siebie dumna, oczywiście mąż też. Ale to co przeszliśmy przez ten pierwszy miesiąc to zapamiętamy na długo, szczególnie ja.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.