Wakacje nad morzem z dzieckiem – nadmorska przygoda Mai

Fot. Aliaksei Skreidzeleu

Wraz z mężem zawsze kochaliśmy morze. Odkąd tylko zaczęliśmy wspólnie podróżować, z miejsca polubiliśmy wspólne, letnie wypady i długie romantyczne spacery wzdłuż plaży, obowiązkowo już po zachodzie słońca. Kiedy więc tylko nasze maleństwo skończyło dwa latka, postanowiliśmy zorganizować rodzinny wyjazd w tamte strony. Wybór oczywiście padł na Jastarnię, którą dawniej wielokrotnie odwiedzaliśmy we dwójkę, doceniając tamtejszy niespotykany klimat i piękne krajobrazy.

Wyprawa na przekór wszystkim

Z początku chcieliśmy wybrać się jeszcze w lipcu, ale niestety Maja była świeżo po przeziębieniu i woleliśmy nie ryzykować nagłej zmiany otoczenia, przez co ostatecznie zdecydowaliśmy się na sierpień. Znajomi przestrzegali nas, że to kiepska pora na wyjazdy z dziećmi, bo pogoda kapryśna, a noce coraz chłodniejsze, ale wyjątkowo postanowiliśmy nie słuchać rad i mimo wszystko wyruszyliśmy.

Uroki słonecznej Jastarni

Przewidywania przyjaciół się nie sprawdziły – w dniu wyjazdu powitało nas słońce i piękna, bezwietrzna pogoda, która nie zmieniała się przez cały pobyt. Dość długa podróż samochodem z małym dzieckiem nie była prostym wyzwaniem. Dodatkowo napotykane na drodze korki wcale nie ułatwiały nam życia. Maja nudziła się i marudziła, a ulubione książeczki nie bardzo pomagały.

Na miejscu, ku naszej uciesze, córeczce od początku wyjątkowo dopisywał apetyt – widocznie tak wpłynął na nią nadmorski klimat. Woda w Bałtyku okazała się wyjątkowo ciepła, więc korzystaliśmy, natomiast dla Mai przygotowaliśmy specjalny basenik, by mogła bezpiecznie pochlapać się w wodzie. Mała bardzo chętnie lepiła też babki z piasku, a któregoś popołudnia w trójkę zbudowaliśmy prawdziwą fortecę, bezwzględnie zasługującą na uwiecznienie. Ja nigdy nie przepadałam za robieniem zdjęć, ale na szczęście w rolę fotografa świetnie wszedł mąż, więc powstało parę uroczych pamiątek do rodzinnego albumu.

Staraliśmy się unikać pełnego słońca i najgorętszy czas spędzać w ośrodku, by nie narażać małej na ewentualny udar. Przed każdym spacerem smarowałam ją zresztą specjalnym kremem dla dzieci z filtrem UV, by ochronić jej wrażliwą skórę. Maja przepadała za siedzeniem w pobliskim ogródku, po którym kręciły się koty właścicielki pensjonatu. Bardzo chętnie za nimi ganiała, cieszyła się, gdy uciekały i koniecznie musiała asystować przy ich karmieniu.

Trzeciego dnia wybraliśmy się do fokarium na Helu. Maja, która bardzo lubi wszystkie zwierzęta, choć trochę boi się tych większych, z zainteresowaniem przyglądała się morskim stworzeniom. Zadawała wiele pytań i w ogóle nie okazywała znudzenia, choć przyznam, że przed podróżą trochę się o to martwiliśmy.

Duże wrażenie zrobił na małej również spacer po molo. Maja oglądała uważnie ludzi, latających za motorówkami na paralotniach. Wszystko było dla niej nowe, ciekawe i często wywoływało radosne okrzyki oraz wybuchy głośnego śmiechu. Kilka razy zabraliśmy ją także do miasta, gdzie mogła bez końca biegać wokół straganów z pamiątkami i wskazywać nam co ciekawsze, kolorowe przedmioty.

Przyjemny powrót do domu

Po siedmiu dniach w wyśmienitych humorach wróciliśmy do domu. Widząc lekko opaloną, roześmianą małą ani przez chwilę nie żałowałam naszej wspólnej decyzji. Teraz już wiem, ile frajdy mogą sprawić wyjazdy z dziećmi i że wcale nie trzeba się ich przesadnie obawiać. Ważne, żeby takie wczasy rodzinne starannie zaplanować.

Fot. Aliaksei Skreidzeleu

Na tym profilu publikujemy artykuły nadesłane przez czytelników naszego bloga.

komentarzy: 1

  1. Paweł -  29 sierpnia 2015 - 23:41

    My z żoną zaś pokochaliśmy góry, może z racji tego, że mieszkamy nad morzem ;-). Dla nas to normalność – spacer lub opalanie się na plaży. Zaś jak obserwujemy turystów, którzy pluskają się w wodzie – widać u nich radość i entuzjazm, nam od razu góry się przypominają 😉

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.