Nie taki diabeł straszny…

Dla każdej świeżo upieczonej matki pojawiający się na świecie brzdąc to ogromne wyzwanie. Niektóre jeszcze podczas ciąży wertują książki typu: „Pielęgnacja noworodka”, „Poradnik dla zielonych rodziców”, aby przygotować się do nowej roli. Zazwyczaj bywa, że teoria nie idzie w parze z praktyką i następuje zderzenie z rzeczywistością, która nie jest już tak dobrotliwa. Nie mogę powiedzieć, że nie czytałam takich publikacji, bo bym skłamała, a co najśmieszniejsze nawet robiłam notatki i starałam się zapamiętywać to, co najważniejsze. Gdy urodziło się już moje dziecko zapomniałam o tym, co wyczytałam interesującego. Zaczęłam szukać mojego zeszytu z magicznymi wskazówkami, ale gdzieś się zapodział i musiałam radzić sobie sama… przepraszam… nie w pojedynkę, tylko z równie niedoświadczonym i nieco przerażonym mężem.

W szpitalu naszą dziewczynką zajmowały się położne, a my tylko podpatrywaliśmy. Na pytanie: „Czy może Pani (czyli JA) chce sama umyć Zuzankę?”, odpowiedź była oczywista: „Nie, nie – w domu się odważę”. Do dziś nie mogę nie nadziwić jak one sprawnie kąpią i przebierają te dzieciaczki. Uczyłam się przez obserwację i już myślałam, że ogarnę to bez problemu, ale niestety, trochę „przebojów” z tą pielęgnacją naszego dzidziola było.

PRZEBIERANIE to wyczyn niczym zdobycie największego szczytu. Teraz wiem, że pierwsze ubranka muszą mieć dużo zapięć, wiązań, wycięć. Nie lubię za dużych strojów, ale akurat wtedy mi to nie przeszkadzało, skoro ułatwiało przełożenie malutkich części ciała noworodka. Te rączki takie tyci, tyci, nóżki malutkie i chudziutkie… Nie wyobrażam sobie chodzić w tych samych ciuchach w dzień i jednocześnie spać w nich, ale przyznam się, że moja Zuza miała takie wpadki. Nie chodziło o to, że miała mało odzieży, wręcz przeciwnie, jej garderoba pękała w szwach, ale o to, że chciałam sobie zaoszczędzić stresu, jaki mi towarzyszył podczas przebierania. Mąż zgadzał się ze mną: „Skoro bodziak czysty, śpiochy pachnące świeżością to niech w tym śpi i w nocy”. Teraz nasza gwiazda jest non stop przebierana bez żadnych obaw, że się jej coś za mocno pociągnie, wykręci. Wcześniej dama tylko leżała, teraz chodzi, to musi się „polansować” w sukienkach. Przedtem reakcja na zapięcie z tyłu była: „O nie, lepiej załóżmy jej coś innego”, a teraz można się z tego pośmiać. W końcu kaptur jest po to, żeby zakładać go na głowę, a nie przekładać go z boku na bok, bo dla leżącego smyka to zbędny gadżet.

KĄPIEL to kolejna ciekawa przygoda z nowo narodzonym dzieckiem. Ja lubię wylegiwać się w wannie i myślałam, że dziecko też, ale te pierwsze mycia, to raczej zanurzenia czy raczej tylko pochlapania wodą. W 15 minut ogarnęło się rozebranie, pluskanie i nałożenie na szkraba piżamki. Jeśli dodatkowo dziecko uraczyło nas darciem, to czas skracał się do 10 minut. Ważna jest tu też temperatura wody. Na początku badaliśmy ją łokciem, ale chyba źle te pomiary wychodziły, bo za każdym razem Zuza płakała. Potrzeba – matką wynalazków zmusiła nas do zakupu termometru, który uzmysłowił nam, że smyk jest raczej skłonny do temperatury wody bliższej 37 stopniom, a nie 45. Przez pierwszy miesiąc kąpaliśmy małą razem, mąż trzymał ją kurczowo, a ja myłam. W miarę nabierania ciałka przez naszą kruszynę (czytaj: dziecko stabilniejsze) byliśmy coraz odważniejsi podczas jej toalety. Mąż zaczął ją sam kąpać, co do tej pory jest kultywowane. Sytuacja się nieco zmieniła, bo Zuzka lubi wodę, zatem może chlapać się w wannie i z pół godziny. Wcześniej leżała, a teraz siedzi, ciągnie kran, rzuca gumowymi kaczkami. Zastanawiam się tylko czemu moja druga połowa jest taka mokra po wyjściu z łazienki, skoro jest pucowana tylko nasza dzieciaczyna.

OBCINANIE PAZNOKCI to robota dla faceta. Nie wiem jak skłoniłam do tego mojego mężczyznę, ale ostatecznie wyszło po mojemu. Jak on się denerwował przed tym zabiegiem… odwlekał w nieskończoność aż w końcu przystąpił do dzieła, bo skrzat zadrapywał się ciągle i nieestetycznie to wyglądało. Nadszedł ten dzień, „szable” (obcinacz) w dłoń i do roboty. Tyle ile paznokci ma Zuzanka usłyszałam „Ufff poszło”… no dobra… były też przekleństwa, ale takie dla rozładowania napięcia. Teraz i ja obcinam małej paznokietki, ale czekam na moment aż sama się pod tym względem obsłuży. Biję się w serce i przyznaję, że niechcąco ją skaleczyłam, ale mam wytłumaczenie: szkrab się za bardzo ruszał.

PODRÓŻOWANIE z brzdącem nie wygląda już tak jak kiedyś. Jak tworzyliśmy dwuosobową rodzinę zawsze było tak, że obydwoje zalegaliśmy z przodu, wyjeżdżaliśmy o której chcieliśmy bez większych przygotowań. Jak pojawiła się córka, wycieczka nabrała zupełnie nowego znaczenia. Zaraz po wyjściu ze szpitala przekonaliśmy się, że zamontowanie fotelika w aucie, to nie taka prosta sprawa. Jakoś się udało ujarzmić pasy bezpieczeństwa, ale zaraz gdzie ja mam siedzieć … już nie z przodu, ale z tyłu, co bardzo ograniczało moje możliwości podziwiania widoków. Nasza pociecha różnie reagowała na jazdę samochodem, czasem spała, ale zazwyczaj płakała i to głośno. Wszelkie eskapady ograniczyliśmy do minimum, żeby zaoszczędzić dziecku łez, a sobie bolących od krzyku bębenków. Obecnie nasza panna ma 10 miesięcy i lubi podróżować. Siedzi z otwartymi oczami, rozgląda się i słucha ulubionych piosenek, typu „Ogórek wąsaty”, „Jadą misie”… Kiedyś woleliśmy słuchać bardziej dorosłych piosenek…

ZMIANA PAMPERSA z perspektywy czasu wydaje się być prostszą czynnością w przypadku leżącego i prawie nieruszającego się noworodka niż raczkującego bobasa. Wcześniej „dzieć” ułożony na przewijaku, wpatrujący się w wiszącą nad nim karuzelę pozwalał na przewinięcie… mało tego, nawet można go było zostawić i wiadomo, że jak się wróci, to będzie tam nadal spoczywał. Potem nie jest tak kolorowo, bo kwestię zmiany pampersa trzeba potraktować ekspresowo, żeby szkrab nie zwiał. Teraz gdy Zuzka ma 10 miesięcy odkryła, że jej pielucha ma zapięcia, które można odkleić i jest zabawa – ona rozpina, a ja robię wszystko, żeby odwrócić jej uwagę i dopilnować, żeby pampers został tam, gdzie powinien być.

Jest jeszcze wiele rzeczy, które początkowo ciężko było ogarnąć, a potem okazało się, że był to banał. Nieważne, że robiliśmy coś źle, że zdarzały się wpadki, to wszystko wynikało z miłości do dziecka i chęci jego okiełznania. Te ostatnie zdanie brzmi jakbym miała coś na sumieniu … bo mam… właśnie udaję, że nie czuję, że coś „grubszego” znajduje się w pampersie … niech mąż się wykaże…

komentarze 3

  1. Beata -  10 września 2015 - 11:42

    Jeszcze będąc w ciąży przewertowałam książkę Pierwszy rok życia dziecka i muszę przyznać, że potem często do niej wracałam. Dla mnie takie codzienne czynności wokół dziecka raczej nie były problemem, natomiast strasznie denerwowało mnie podejście mojego męża. Z początku nawet bał się wziąć małą na ręce tłumacząc się, że on nie wie jak. Tak, jakbym ja się z tą wiedzą urodziła i we krwi miała kąpanie i przewijanie noworodków;) Na szczęście po paru tygodniach do perfekcji opanował „trudną sztukę” opiekowania się dzieckiem.

  2. Iwona -  11 września 2015 - 18:10

    Moim zdanie te wszystkie poradniki książkowe oraz zamieszczane w prasie kolorowej są w ogóle nie przydatne. Zawsze lepiej poradzić się młodej mamy, która wie co jest w danej sytuacji najlepsze, bo sama niedawno, to testowała. W ten sposób można uniknąć wielu wpadek. Cieszę się, że jest tu tak wielu rodziców, którzy dzielą się swoimi przeżyciami, problemami i poradami. Każda jest naprawdę bardzo cenna. Nikt z nas nie jest i nie będzie idealny.

  3. Magdalena -  30 września 2015 - 17:10

    Na poczatku najbardziej przerażało mnie przebieranie. No bo jak tu złapać taką kruszynkę? Na szczeście szybko doszłam do wprawy. Kolejny problem pojawił się przy obcinaniu paznokci. U nas w domu to prawdziwy horror. Mała wierci się niemiłosiernie, krzyczy i płacze. Zwykle kosmetyką dłoni naszej córki zajmował się mąż (chociaż nie lubił i ociągał się strasznie, żeby się do tego zabrać). Dopiero „miła” uwaga teściowej odnośnie „długich pazurów” zmotywowała mnie do samodzielnego obcięcia paznokietków małej. Nie taki diabeł straszny, jak go malują 😉 Dałam radę!

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.