Mama się smuta, bo…

Quiz:
KTO TO JEST? CIĄGLE SIĘ MARTWI WE DNIE I NOCY, WYMYŚLA I WYOLBRZYMIA PROBLEMY, WYNAJDUJE SCHORZENIA U SWOICH DZIECI (często i u innych)?

a) Matka normalna
b) Matka wyluzowana
c) Matka wariatka

Odpowiedź „c” oczywiście. Ja uważam siebie za typ „a”, do opcji „b” usilnie zmierzam, a „c” omijam szerokim łukiem. Czasem lubię przysłuchiwać się rozmowom innym mamusiek, które przyjmują żywot „wiecznego zamartwiacza” i wtedy dziękuję swoim rodzicom za geny, które czynią ze mnie zrównoważonego „ludzia”.

Z tego, co podsłuchałam taką oto litanię spisałam:

 „Z” JAK ZĘBY

Oj te białe perły trochę wprowadzają zamętu. Z jednej strony euforia, bo szkrab może już coś przegryźć, a z drugiej ile to łez zabiera… Oczywiście nie każdy wychodzący „zębol” wywołuje nieprzyjemne i dotkliwe dolegliwości, ale niestety zawsze jakaś „gadzina” da dziecku i zarazem rodzicom trochę „popalić”. Bąbel uskutecznia wówczas „marudztwo”, jest rozdrażniony, czasem gorączkuje, grymasi przy jedzeniu i ogólnie jest „nie swój”. Nam po kilku godzinach z takim małym buntownikiem marzy się wyjazd na wakacje w pojedynkę, by powrócić i mieć już znowu swojego aniołka… niekiedy z rogami 😉 Matki wariatki analizują uzębienie nieswoich dzieci, by porównywać ze stanem szczęk własnych pociech i biadolić: „A moja ma tylko jeden… ślini się na potęgę, a nic nie widać…”. Trzeba cierpliwie czekać i nie dokonywać ciągle przeglądów w buziach tych maluchów. Jak nie wypatrzymy jakiegoś mleczaka, to na pewno poczujemy jak skrzat postanowi zrobić z niego użytek i ugryźć nas np. w ucho albo gorzej – w przypadku stołowania się u mamy w cycusia.


„M” JAK MALEŃSTWO

Jedna mamuśka rozwodziła się na temat wyglądu swojego synka: „Jaki on malutki, drobniutki, kosteczki widać…”. Spojrzałam na chłopaczynę – okaz zdrowia, porośnięty dziecięcym tłuszczykiem, rumiane poliki, uśmiech od ucha do ucha – na pewno „tyci tyci” to on nie jest. Może wygląda trochę mizernie przy stojącym obok niego tacie – 150 kilo wagi, 2 metry wzrostu, wyhodowany mięsień piwny, ale przy nim każdy może poczuć się jak model czy modelka.


 „W” JAK WŁOSY

Zauważyłam, że u chłopców jakoś bardziej „zlewczo” ten temat jest „wałkowany”, bo ani mamie Adasia, ani Kostka, ani Mikiego nie przeszkadzają łyse główki ich pociech. Inaczej się sprawy mają u lasek – fajnie by było jakby od samego urodzenia dziewczyny miały bujne czupryny, żeby można było loki kręcić, pleść warkocze, przypinać spinki. Moja gwiazda ma już pierwsze doświadczenia z malutkimi kitkami, a jej koleżanka Lusia musi jeszcze powstrzymać się z używaniem frotek. Jej mama przeżywa ten fakt, bo jest fryzjerką i już by chciała potrenować nowe upięcia i strzyżenia na włoskach córuni.


„M” JAK MOWA

Siedzą trzy mamy na ławce w parku i tak rozprawiają: „Moja Maja to już mówi auto, szafa, babcia…”, „A Leo to już zdania składa po swojemu”… a ta trzecia milczy, bo pewnie jej dziecko do rozgadanych nie należy, robi „dobrą minę do złej gry”, a w domu jakieś antydepresanty łyknie, żeby w paranoję nie popaść. Teraz czeka z utęsknieniem aż szkrab zacznie litery składać, a potem zamarzy się jej błoga cisza jak „dzieć” wejdzie w etap „Sto pytań do…”.


„S” JAK SIADANIE

Ostatnio bratowa uświadomiła mi jeden fakt – niektóre dzieci szybko zaczynają jeździć w spacerówkach, ale nie dlatego, że są na to gotowe, tylko dlatego, że są sadzane przez dorosłych, a same jeszcze tej czynności nie opanowały. Ja moją damę bardzo długo woziłam w gondoli i chyba dopiero w siódmym miesiącu przeszła na wyższy „level” i wózek spacerowy poszedł w ruch. Nie warto, a nawet nie wolno tutaj niczego przyspieszać, to naturalne, że maluch na początku non stop leżakuje – jeszcze się nasiedzi w życiu.


„CH” JAK CHODZENIE

W weekend moja córka miała gościa – roczną Amelkę, której mama bardzo ubolewa nad faktem, że mała sama nie chodzi. Dla mnie to komfort, że Zuzanka jeszcze jest na etapie raczkowania i dreptania przy meblach, bo mogę ją jeszcze ogarnąć siedząc na kanapie, a nie biegać za nią. Nie chodzi o to, że można przypiąć mi wers z wierszyka „Na tapczanie siedzi leń, nic nie robi cały dzień…”, ale dopóki szkrab mniej mobilny, to i matka może się trochę porelaksować.


„R” JAK ROZSZERZENIE DIETY

Tutaj to już jest wyścig – roczny Kostek jadł już kanapki z masłem i wędlinką, siedmiomiesięczna Zosia skubnęła schabowego, półroczna Ada delektuje się kisielem z kiwi. Mamy mają powody do przechwalanek, co ich latorośl jadła. W dużo gorszej sytuacji są mamuśki niejadków albo alergików, bo gama dań serwowanych tym dzieciom jest mocno okrojona. Moja dziewczynka nie toleruje białek mleka krowiego, zatem dużo rzeczy jeszcze nie posmakowała, ale nie spędza mi to snu z powiek. A pytanie „Czy ładnie twój szkrab je?” dobija mnie. Moja odpowiedź jest zazwyczaj taka: „Oj nieładnie, bardzo nieładnie – tyle po tym „szamaniu” sprzątania” 😉


Nie martwmy się na zapas – i tak kiedyś osiwiejemy z nerwów, a póki co cieszmy się naturalnymi odcieniami naszych włosów. MAŁE DZIECKO MAŁY KŁOPOT, DUŻE DZIECKO – DUŻY KŁOPOT… jakie to pocieszające…

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

CommentLuv badge