Mama lubi wybór

Fot. Nataliia Kelsheva

Jak zapewne każda z nas wie, WHO zaleca wyłączne karmienie piersią do ukończenia przez dziecko 6 miesięcy i kontynuowanie karmienia piersią co najmniej do ukończenia przez nie 2 lat. Wylicza się ogromne ilości powodów, dla których mleko mamy jest lepsze i dlaczego karmienie piersią przynosi największe korzyści zarówno dla dziecka, jak i dla mamy. Jednak wśród kobiet, które zdecydowały się na karmienie naturalne, ze świeczką można szukać tych, które nie napotkały przy tym problemów, przy czym dla wielu z nas były to problemy na tyle duże, że mogłyśmy powątpiewać w to, czy damy radę. I tu pojawia się pytanie – czy karmić piersią za wszelką cenę? 

Nie podważamy tu korzyści zdrowotnych płynących z tego, że dziecko karmione jest naturalnie. Jednak dla niektórych mam problemy typu:

  • ogromny ból w początkowym okresie karmienia;
  • częste zastoje pokarmu;
  • „uwiązanie” przy dziecku ze względu na karmienie na żądanie i w związku z tym brak możliwości wyjścia na nieco dłużej, pozostawiając dziecko pod opieką taty czy dziadków;

okazują być dominujące i zniechęcają do karmienia piersią. Co wtedy? Co w sytuacji, kiedy wokół wszyscy powtarzają, aby poświęcić się dziecku? Powtarzają, że ból minie, bo wystarczy poprawić sposób przystawiania dziecka, że dziecko nie musi ograniczać mamy w wyjściach, bo przecież można je zabrać nawet do fryzjera czy kosmetyczki… Na forach i grupach dyskusyjnych na FaceBooku wystarczy wspomnieć o przejściu na mleko modyfikowane, aby wywołać prawdziwą burzę i zostać zaatakowaną za to, że wygoda mamy jest ważniejsza, niż dobro dziecka. Same jesteśmy zwolenniczkami karmienia piersią, ale… nie za wszelką cenę.

Są mamy, dla których wspomniane wcześniej problemy to pierwszy krok do depresji. Z jednej strony z każdej strony słyszą o poświęceniu się dla dziecka, a z drugiej strony każde karmienie jest dla nich męczarnią, albo po prostu czują się uwięzione w domu, a perspektywa karmienia na żądanie w miejscach publicznych do nich nie przemawia. W większości jednak rezygnację powoduje ból oraz przekonanie o tym, że nie mamy wystarczającej ilości mleka. Takie przekonanie pojawia się bardzo często w następujących sytuacjach:

  • piersi stają się miękkie, więc wniosek z tego taki, że pokarm zanika – co jest nieprawdą, ponieważ piersi stają się miękkie jak tylko laktacja się ustabilizuje, tj. ilość pokarmu dostosuje się do potrzeb dziecka. Wtedy piersi stają się twarde dopiero po dużo dłuższej przerwie między karmieniami, niż standardowo, czyli np. w nocy. W takim przypadku dziecko domagające się pokarmu np. co 2 godziny w dzień, w nocy potrafi przespać nawet 6 godzin i dłużej;
  • następuje tzw. kryzys laktacyjny – właściwie to jest to pojęcie potoczne, bo chodzi o okresy skokowego zwiększenia zapotrzebowania na pokarm u dziecka (zazwyczaj 3 i 6 tydzień życia dziecka, a następnie 3, 6 i 9 miesiąc), co wiąże się z tym, że faktycznie dotychczasowa ilość wytwarzanego pokarmu staje się niewystarczająca. Rozwiązaniem problemu jest kontynuowanie karmienia na żądanie, nawet jeśli ma to oznaczać karmienie co pół godziny, bo po dobie czy dwóch organizm się dostosuje i znowu wrócimy do stałych pór karmienia. Zastanówcie się, ile z Was lub Waszych znajomych zdecydowało się przejść na mm albo przynajmniej na karmienie mieszane właśnie po 3 tygodniu życia dziecka, bo nie wiedziały, że to przejściowe i zarazem krótkotrwałe problemy;
  • dziecko jest płaczliwe nawet po karmieniu – jedna z położnych opowiadała historię mamy, która mimo bardzo długich sesji karmień (nawet po pół godziny i dłużej) mając już kilkumiesięczne niemowlę, karmiła w tak częstym trybie jak noworodka. Okazało się, że mama nie nauczyła dziecka tzw. aktywnego ssania (wtedy wyraźnie słychać, jak dziecko połyka pokarm). W rezultacie dziecko spędzało bardzo dużo czasu przy piersi, po czym zmęczone zasypiało, aby po chwili obudzić się głodne. Powstawało błędne koło, bo dziecko cały czas płakało, trochę pojadło i nienajedzone na chwilę zasypiało. Dodatkowe marudzenie było spowodowane tym, że maluch był po prostu zmęczony, a głód nie dawał mu na dłużej zasnąć. Zgodnie z zaleceniem położnej, wspomniana mama zaczęła uczyć dziecko, aby nie spało przy piersi tylko aktywnie jadło, a na efekty nie trzeba było długo czekać.

Tego typu problemów jest oczywiście więcej, jednak te wspomniane powyżej należą do najczęściej występujących. Przechodząc do meritum, co ma zrobić mama, którą karmienie po prostu niesamowicie boli, która przez wiele tygodni się nie wysypia, której brakuje już sił na zajmowanie się dzieckiem, bo jest już wykończona zarówno fizycznie, jak i psychicznie?

Podać butelkę z mlekiem modyfikowanym…

Niekoniecznie powinna od razu całkowicie zrezygnować z karmienia piersią, bo to mógłby być zbyt duży szok dla niej i dla dziecka. Poza tym, dziecko może potrzebować dużo czasu, aby nauczyć się jeść z butelki, więc decyzja o takiej zmianie nie musiałaby należeć do prostych.

W pierwszej kolejności nie bójmy się dać butelki w sytuacjach awaryjnych. Być może to wystarczy, abyśmy wypoczęły i dzięki temu nie podejmowały pochopnych decyzji, bo w końcu będziemy w stanie przemyśleć wszystko na spokojnie. Być może okaże się, że na stałe wprowadzimy 1 czy 2 karmienia mlekiem modyfikowanym dziennie – to tzw. karmienie mieszane. W końcu mleko modyfikowane to nie trucizna – to produkt zastępczy przygotowany z myślą o naszych pociechach nawet od pierwszych dni po narodzinach. Mimo tego przez niektóre mamy mleko modyfikowane jest traktowane jak najgorsze, co można podać dziecku, nawet gorsze od zwykłego mleka krowiego (a przecież mleko modyfikowane powstaje na jego bazie). A być może jednak w całości przejdziemy na karmienie sztuczne, co nie znaczy, że będziemy gorszymi mamami. W końcu najważniejsze jest, aby zarówno dziecko, jak i mama, były szczęśliwe. A jeśli dziecko jest najedzone, a mama w końcu odetchnie z ulgą, że już nie boli a maluch nie płacze z głodu, miłość będzie mu okazywała w każdy inny sposób. Nie tylko karmieniem piersią można zadbać o bliskość z dzieckiem i nie tylko karmienie piersią jest dowodem absolutnej i nieskończonej miłości do dziecka. Dlatego nie popadajmy w skrajności i nie atakujmy tych mam, które podjęły decyzję nie tylko w oparciu o to, czego potrzebuje dziecko, ale również o to, czego chcą one same.

Stąd też wpis pt. Mama lubi wybór, aby zachęcić do tolerowania i akceptowania innych zachowań, niż nasze. Aby nie atakować, tylko dać każdej z nas podejmować własne decyzje bez osądzania. Aby pokazać, że dziecko będzie szczęśliwe niezależnie od sposobu karmienia, tylko najpierw szczęśliwa musi być mama.

Mimo wszystko zachęcamy zrezygnowane już mamy, aby nie podejmowały pochopnych decyzji (jedna z nas straciła pokarm z dnia na dzień w związku z lekami, co było dla niej prawdziwym szokiem i zarazem motywacją do tego, aby tę laktację skutecznie odbudować – trwało to 1,5 miesiąca) i aby od razu całkowicie nie rezygnowały z karmienia piersią. Tę decyzję bardzo ciężko cofnąć (ale nie jest to niemożliwe), dlatego spróbujcie zmieniać sposób żywienia małymi kroczkami i dopiero na tej podstawie podjąć przemyślaną decyzję. Wiele problemów da się przetrwać, a jeśli mimo wszystko się nie uda, to niezależnie od sposobu karmienia, jesteście najlepszymi mamami dla swoich dzieci.

Fot. Nataliia Kelsheva

komentarzy 9

  1. Beata -  30 sierpnia 2015 - 13:13

    Matka karmiąca wcale nie musi być uwiązana przy dziecku. Gdy chciałam wyjść na dłużej, używałam odciągacza pokarmu i zostawiałam swoje mleko w butelce dla dziecka. Laktator jest też doskonałym rozwiązaniem jeśli chodzi o bolesne zaleganie pokarmu a także stymuluje dalszą jego produkcję.

  2. Iwona -  30 sierpnia 2015 - 14:29

    Czy karmić piersią za wszelką cenę? Uważam, że nie. Każda kobieta ma wybór i nie należy jej ograniczać. Wkurzają mnie te wszystkie ciotki, babcie i znajome, które wpajają młodym matką, że jak nie będą karmiły dziecka piersią, to na pewno maluch straci odporność, zachoruje itp. Niektóre dzieci nigdy nie spróbowały mleka matki (z różnych przyczyn) i jakość żyją 🙂

  3. Magdalena -  30 sierpnia 2015 - 23:09

    Laktator to dobre rozwiązanie, ale nie zawsze idealne. Używałam laktatora, ale wywoływał podrażnienie brodawki. Położna poradziła mi, żeby brodawka szybciej się zregenerowała, po odciaganiu pokarmu miałam smarować ją swoim pokarmem. Na poczatku byłam sceptyczna, ale to pomogło złagodzić stan zapalny. Zostawiałam tak posmarowany sutek na kilka minut, aż do wyschnięcia. Trochę pomogło, ale nie było idealnie.

  4. Aneczka -  30 sierpnia 2015 - 23:12

    Planuję karmić swojego maluszka piersią jak najdłużej, ale jeśli będą z tym większe kłopoty i będę musiała podać dziecku mm to na pewno nie będę uważała się za „gorszą mamę”. Co do dłuższych wyjść mamy- zgadzam się z Beatą, że odciągacz to dobre rozwiązanie- trzeba jednak wcześniej nauczyć maluszka pić z butelki 🙂

  5. Marta -  31 sierpnia 2015 - 11:06

    Zdaniem położonej laktacyjnej nie każda kobieta może odciągnąć laktatorem odpowiednią ilość pokarmu.

  6. Paweł -  31 sierpnia 2015 - 22:32

    Wszystko należy wypośrodkować. Jeśli kobieta ma pokarm i ma możliwości – wg mnie powinna karmić. Robi to przede wszystkim dla dobra dziecka. Jest to swoiste poświęcenie. Co innego jeśli np. pokarm nie przychodzi, zanika lub nie ma możliwości, bo trzeba wrócić do pracy, a tam nie ma możliwości .
    Zaś nie rozumiem kobiet, które rezygnują z karmienia, bo np. muszę zadbać o siebie, swoją figurę, a karmienie takiej mamie w tym przeszkadza.
    Może jako facet inaczej myślę, ale dwójkę dzieci żona wykarmiła …. oboje równo po roku same odstawiły pierś.

  7. Marta -  1 września 2015 - 06:19

    Tak w ogóle, to ponoć najwięcej kobiet rezygnuje z KP przez ból, a nie przez obawy związane z niewystarczającą ilością pokarmu.

    Paweł, kobiety są różne i niektóre potrzebują trochę więcej czasu, aby oderwać się od codziennych obowiązków, w szczególności jeśli mają mocno absorbujące dzieci (mnie wystarczy wyjście do fryzjera czy kosmetyczki raz na miesiąc, ale wpasowuję się w najdłuższą drzemkę i mam problem z głowy 😉 ). Wiem o tym doskonale, bo starsza córcia i młodszy synuś zachowują się zupełnie inaczej pod tym względem, wręcz skrajnie. Dlatego wiem, że są dzieci, przy których w wieku niemowlęcym nie da się wyjść (ani samej, ani wspólnie) na 1,5-godzinne zakupy, ale są też takie, z którymi wszędzie można iść na tyle, ile się potrzebuje.

    Swoją drogą, dopóki sami nie znajdziemy się w jakiejś sytuacji albo mamy wyjątkowo spokojne dzieci, ciężko będzie zrozumieć postawy innych mam, bo zawsze będziemy je sprowadzać do zwykłej wygody i będziemy traktować to tak, jakby matka chciała wychodzić na pół dnia bez dziecka.

  8. Sylwija -  2 września 2015 - 18:19

    Nic mnie tak nie drazni, jak usprawiedliwianie matek karmiacych butelka za pomoca argumentow o wiezi, byciu nie gorsza matka czy sloganu „szczesliwa matka to szczesliwe dziecko”. Przynajmniej kilka razy w miesiacu czytam historie kobiet, ktore wlasnie karmia piersia „za wszelka cene”. To takie historie moga promowac naturalne karmienie i dodawac otuchy zrezygnowanym kobietom.
    Mowienie, ze mamy wybor, to jest bzdura! Wierutne klamstwo i puste slowa. Dlaczego? Po pierwsze, zeby miec wybor, trzeba miec wiedze. Jesli matka nie ma wiedzy o prawdziwym znaczeniu jej mleka, ani o prawdziwych wlasciwosciach i kosztach przejscia na mleko modyfikowane, to jak mozesz pisac o wyborze? Jak tez mozesz mowic o wyborze, skoro jest to droga w jednym kierunku?
    Matki zasluguja na wsparcie, prawdziwe wsparcie i wiare w swoje mozliwosci. Zasluguja na prawde, a nie puste slogany.

  9. mamuśka -  3 września 2015 - 03:08

    Wśród koleżanek mam chyba pełen przekrój przypadków, od karmienia wyłącznie piersią bez najmniejszych problemów, przez karmienie piersią z ciągłymi zastojami pokarmu, po mamy karmiące w sposób mieszany (ze względu na brak pokarmu), po te, które po kilku tygodniach, a nawet dniach przeszły w całości na mleko modyfikowane (również przez brak pokarmu).

    Jestem pewna, że spośród tych ostatnich i przedostatnich, większość (jak ie 100%) źle zinterpretowała pierwszy kryzys laktacyjny (u kilku z nich zmiana nastąpiła po 3 tygodniu, czyli po okresie pierwszego kryzysu, dlatego dobrze, że w artykule jest o nim mowa. Może dzięki temu niektóre mamuśki uświadomią sobie, że istnieją pewne skoki, kiedy dziecku z dnia na dzień zwiększa się apetyt, ale wystarczy ciągłe wiszenie na cycu przez 1-2 dni, a wszystko się ureguluje. Tylko że takie akcje, szczególnie przy pierwszym kryzysie (czyli 3 tydzień, kiedy mamuśka nie doszła jeszcze do siebie po porodzie), mogą spowodować rezygnację i po sobie wiem, że ta jedna mała porcja mleczka może pozwolić złapać mamuśce oddech, ale też może się okazać, że dziecko wcale nie płakało z głodu i kolejne podawanie mieszanki okaże się bez sensu.

    Na pewno dobrze jest wyposażyć się od razu w buteleczkę i małe opakowanie mleka, bo przynajmniej ma się ten komfort psychiczny, że w razie czego jest inne wyjście. U mnie opakowanie zostało otwarte, ale prawie wszystko wylądowało w koszu, bo zdążyło się przeterminować. Więc u mnie podanie mieszanki upewniło mnie w tym, że jej podanie nie ma sensu, ale spróbować musiałam i pozbyłam się wtedy obaw o to, że mam za mało pokarmu.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.