Mały, ale sprytny organizm dziecka

Pamiętacie jak rodzice, a zwłaszcza dziadkowie i ciocie wmuszali w was jedzenie? Akcja toczy się przy stole w upalny dzień. Siadamy do stołu, wjeżdża rosół. Pyszny rosołek robiony przez babcię, nie ma nic lepszego na świecie. Ale po takiej solidnej porcji, przy trzydziestostopniowym upale organizm dziecka odmawia przyjmowania dalszej ilości pokarmu. Puste talerze wracają do kuchni, a ich miejsce zajmuje drugie danie pięknie doświetlone promieniami słońca, które skutecznie dogrzewają zdjęte z palnika schabowe. I fura ziemniaków obowiązkowo. I mizeria.

Co robi w tej sytuacji dziecko? Skubnie kotleta, może przebierze widelcem kilka plasterków ogórka i zniechęcone całą sytuacją upuszcza widelec na talerz. To rozpoczyna fazę negocjacji. Osoby znajdujące się w pomieszczeniu zaczynają namawiać skutecznie już najedzoną małą istotę do oczyszczenia talerza. Słynne: „za mamusię, za dziadziusia”, lub „jedzie pociąg…” rozpoczynają cały proces negocjacji. Potem bywa ostrzej: „zjedz, bo nie dostaniesz deseru” – tu większość dzieci się łamie i zjada z dużym obrzydzeniem ze dwa widelce posiłku. Ale potem pojawia się kolejna szpila wbita prosto w kruchą psychikę dziecka: „to babcia tak się namęczyła, a ty nie chcesz zjeść? przecież to specjalnie dla ciebie”. Jak z tego wybrnąć? Ja nie powielić?

Ja już dawno wyszedłem z założenia, że moja córka najlepiej wie, ile chce zjeść. Jeżeli więc nie czuje głodu – nie je. Wie natomiast, że jeżeli teraz nie zje wszystkiego, to kolejna okazja będzie dopiero przy następnym posiłku. Szczerze powiedziawszy rzadko zdarza się, żeby rzeczywiście chodziła głodna po obiedzie, bez względu na to ile zje. Organizm dziecka świetnie sobie dawkuje potrzebne składniki i ingerencja dorosłych powinna się ograniczać do umożliwienia zdobycia pożywienia.

Szczerze przyznam, że słysząc w radio reklamę leku dla niejadków, które wzmagają apetyt, szczęka mi opada. Leczyć coś, co nie jest chorobą, nawet przy użyciu suplementu diety jest co najmniej nieporozumieniem. Nie wyobrażam sobie faszerowania swojego dziecka czymś takim. To po prostu nie ma sensu.

Natalka z reguły też bardzo dobrze wie, pomimo zaledwie sześciu lat, co będzie dla niej dobrym jedzeniem, a ja staram się wsłuchiwać w te potrzeby, korygując delikatnie, jeżeli zupełnie rozmija się to z planem naszych zakupów. Nie mylmy tego ze słodyczami, czy napojami na bazie marnej wody, syropu glukozowo – fruktozowego i niskiej jakości barwników. Od małego dbamy o prawidłową dietę mojego dziecka – wybieramy wodę zamiast słodkich napojów i owoce zamiast batonów czy chipsów. Wiele razy rozmawialiśmy o tym co jest zdrowe, a co nie. Córka liznęła również trochę tematu reklam i niepełnej prawdy w nich zawartej.

Oczywiście, że nie zawsze kupujemy same zdrowe produkty, bo przecież nie o to chodzi żeby sobie odmawiać przyjemności. W każdym razie stosuję zasadę 80% zdrowego jedzenia i 20% reszty, z którą organizm sobie jakoś poradzi. Lody nas nie otrują.

Nie ukrywam, że to myślenie niesamowicie dobrze komponuje się z ideałami przedszkola, do którego Natalka chodzi, a raczej chodziła (o zgrozo zaczynamy zaraz szkołę). Dyrekcja i doskonała kadra nauczycielska postawili na ekologię i zdrowe odżywianie przedszkolaków. Dzięki temu nie ma żadnego problemu z tłumaczeniem Natalce co jest zdrowe, a co nie. Dzieciak spędza w przedszkolu, czy szkole większość dnia, dlatego to bardzo ważne, aby i tam obowiązywały takie same zasady, jak w domu. Dlatego trochę obawiam się jej pójścia do szkoły, to będzie duży test dla naszych ustalonych reguł.

komentarzy 5

  1. Aneczka -  14 sierpnia 2015 - 12:06

    Ja czasami mam wrażenie, że maluchy rozumieją więcej, niż nam-dorosłym się wydaje 🙂 Moja 5 letnia siostrzenica na ostatniej rodzinnej „imprezce” stwierdziła, że ” nie chce kolki (CocaColi) bo jest za gorąco i chce wode” 😀 zabawna jest taka MĄDROŚĆ wypowiadana przez taką Kruszynkę 🙂
    A Natalka też na pewno świetnie sobie poradzi w nowym otoczeniu. W końcu będzie już Poważną Uczennicą 😀

  2. Tata Natalki -  16 sierpnia 2015 - 21:42

    A takich mądrości z wiekiem będzie coraz więcej 🙂 U Natki ostatnio mocno rozwija się poczucie humoru, sam się śmieję z tego co ona opowiada, w dodatku zupełnie szczerze mnie to rozbawia 😀

  3. Pablo -  17 sierpnia 2015 - 12:57

    Ja też z przerażeniem oglądam reklamy w tv, dotyczące tych suplementów. Jednym słowem – paranoja. Wciskanie jedzenia na siłę też wiąże się z nawykiem, który prowadzi do otyłości dziecka. To samo przydarzyło się dziecku w mojej rodzinie, nic się nie odzywałem bo to nie moja sprawa, ale teraz oczywiście nie ma winnego, że dzieciak się przejada.

  4. Beata -  29 sierpnia 2015 - 15:19

    Też zawsze byłam zdania, że jak dziecko zgłodnieje, to zje. I nie ma sensu Go zmuszać. Jednak w przedszkolu córka była strasznym niejadkiem, co bardzo martwiło Panią kucharkę. Gdy pewnego razu przyszłam po córę do przedszkola, Pani ta wyskoczyła z kuchni i z dumą oświadczyła, że w końcu ugotowała coś, co moje dziecko z chęcią zjadło:)

  5. Paweł -  31 sierpnia 2015 - 20:35

    Nasz syn też idzie teraz do pierwszej klasy i również w przedszkolu miał zdrowe jedzenie. Ponadto jest alergiczny (m.in. skaza białkowa) – dawka ok. 10-20 ml jest dla niego zabójstwem, dlatego bardzo mu wpajaliśmy co może jeść, czego nie może i zawsze pyta się dorosłego jak nie jest pewien. I też tylko osób, które jemu wskazaliśmy. Mamy nadzieję, że tą wysoką świadomość utrzyma w szkole – niestety on musi !!!

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.