Maluch idzie do przedszkola

Pamiętam jak dziś pierwszy dzień Natalki w przedszkolu. Wszystko było nowe zarówno dla niej, jak i dla mnie. Co prawda raz poszliśmy na dzień otwarty, ale czym jest godzina zabawy w przedszkolnym ogrodzie w porównaniu z całym dniem spędzonym w przedszkolu. W przypadku Natalki początki były całkiem łatwe, dopiero później pokazała charakterek i tak jej zostało na cały okres przedszkola. Jednak do rzeczy – jak się przygotowywaliśmy do tego dnia?

Przedszkole to dla dziecka duża zmiana. Moja córcia chodziła przez jeden rok do żłobka, więc można by rzecz, że była zaprawiona w bojach. Osobiście uważam, że to dla malucha dobre i bardzo potrzebne doświadczenie, zwłaszcza po ukończeniu dwóch lat. Obcowanie z innymi dziećmi jest nieuchronną częścią dzieciństwa i dobrze, żeby nasza pociecha jak najszybciej weszła w ten świat. Będzie jej później łatwiej w życiu. Jest to szczególnie istotne w przypadku dzieci bardzo aktywnych, które rozpiera energia. Natalka to przykład takiego właśnie małego człowieka. Teraz, gdy kończy przedszkole, widzę jak bardzo korzystny wpływ miało na nią uczęszczanie do żłobka.

Oczywiście wszystko zależy od indywidualnych cech dziecka. Mam przyjaciółkę, obecnie w wieku ponad trzydziestu lat, która przez cały okres przedszkola włączała syrenę, w różnym nasileniu, i nie było szans, żeby się wyłączyła. Jest to jednak ekstremalna sytuacja. Nawet najmocniej płaczące dziecko w końcu się przyzwyczai do żłobka, lub przedszkola. W mojej ocenie to kwestia zarówno dojrzałości malucha do pewnego etapu, jak również przyzwyczajenia do zupełnie innego otoczenia. Jednym to przychodzi szybciej, inne potrzebują więcej czasu na aklimatyzację. Wszystko w swoim czasie, ale dajmy dziecku szansę.

Ważną rolę w tym wszystkim, jeżeli nie najważniejszą, odgrywają rodzice. Jeżeli przez trzy lata maluchem opiekują się tylko oni, a w naszym kraju wciąż najczęstszy schemat to mama w domu, tata w pracy, to właśnie mamie najciężej jest pogodzić się ze zmianą tej sytuacji. Musi powrócić do pracy, lub bardzo często szukać nowego źródła dochodu, ale najgorsze jest to, że powstaje konieczność pozostawienia małego szkraba pod opieką obcych osób. Dlatego też częstym obrazkiem są mamy, które płaczą razem z dzieckiem i zdecydowanie bardziej to przeżywają, niż ono. Często prowadzi to do sytuacji, w których zabierają dzieci z powrotem do domu, nie dając im szans na adaptację w przedszkolu.

Myślę, że dla malucha ważne jest wsparcie w tej sytuacji i konsekwencja rodziców. Wprowadzając dziecko do przedszkola i zabierając je, gdy tylko zacznie płakać robimy mu straszliwy mętlik w głowie. Dlatego dobrze w roli rozdzielacza sprawdza się tata. Być może jest to myślenie stereotypowe, ale doświadczenie pokazuje, że prawdziwe. Gdy mama samotnie wychowuje swą pociechę zgoła inaczej podchodzi do tej sytuacji. Choć każdy przypadek jest trochę inny, to brak alternatywy powoduje, że zarówno mama, jak i syn, czy córka lepiej sobie radzą z tą sytuacją. Z doświadczenia wiem, że samotny tata ma wiele problemów, ale pozostawienie pociechy w przedszkolu nie jest jednym z nich.

Warto się zatem dobrze przygotować się do pierwszego dnia dziecka w przedszkolu. Jest to wielkie wydarzenie zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. Jednak wszystko pozostaje w rękach dorosłych. Maluchowi warto pokazywać plusy, jakie daje przedszkole i jego główną zaletę – dzieci, z którymi można się wspólnie bawić czy tez mnóstwo ciekawych zabawek. Okoliczne place zabaw to dobry wstęp do życia wśród rówieśników, jeżeli zdecydujemy się nie posyłać szkraba do żłobka. Pozwólmy dziecku na interakcję i samodzielne rozwiązywanie problemów. Kiedyś usłyszałem ciekawe stwierdzenie, które wdrożyłem w życie – nie ingeruję, dopóki nie leje się krew. Polecam nie brać tego dosłownie, czasem trzeba wkroczyć, gdy dzieje się źle. Bardziej chodzi o ogólną zasadę obserwacji i reagowania tylko w sytuacjach kryzysowych.

Pierwszy dzień w przedszkolu z pewnością załagodzą ciocie, czyli opiekunki grup. Pani siedząca na mini-krzesełku, oblepiona kilkorgiem małych przedszkolaków to standardowy widok w najmłodszych grupach od września do listopada. Później jest coraz lepiej, choć potrzeba przytulania do cioć nie mija aż do końca przedszkola, nawet w przypadku chłopców. I dobrze, jeżeli uda nam się trafić do takiego przedszkola, z którego dzieci nie chcą wychodzić, jak po nie przyjdziemy. Z jednej strony to trochę kłuje w serce, ale z drugiej widać, że maluch uwielbia to miejsce, co dla mnie osobiście ma ogromne znaczenie. W końcu w przedszkolu uczymy się podstaw życia wśród ludzi. To taki pierwszy duży krok w stronę samodzielności i dorosłości.

komentarzy 10

  1. Marta -  13 sierpnia 2015 - 18:27

    Moja córcia chodziła już przez krótki okres do przedszkola, ale ani ona, ani ja, nie wspominamy tego najlepiej. Teraz ma 4 lata i od września z powrotem idzie. Niby się cieszy z tego, ale wiem, że po fakcie dziecko może różnie reagować. Pożyjemy, zobaczymy 😉

  2. Agnieszka -  14 sierpnia 2015 - 22:00

    Mieszkamy w małej miejscowości, na przeciwko przedszkola, gdzie dzieci przyjmowane są od 3 roku życia. Nasza córeczka mając 2,5 roku słyszała dzieci bawiące się na placu zabaw, codziennie chciała z nimi przebywać. Oczywiście na plac zabaw z nią poszłam lecz gdy dzieci już wracały do przedszkola my jednak musieliśmy wrócić do domku. Pewnego dnia bawiła się z nimi na placu przed szkołą lecz zaczął padać deszcz, przedszkolaki szybko poszły do klasy a my mieliśmy iść do domku. Nasza córeczka Zuzanka, po straszliwym płaczu wróciła ze smutkiem do domu, lecz przestała jeść. Poszłam do pani dyrektor poprosić o przyjęcie jej do oddziału przedszkolnego, po długiej rozmowie, negocjacjach przyjęła Zuzię gdyż robiła już samodzielnie na toaletę. Jak na razie nie mamy problemów z chodzeniem do przedszkola i co najważniejsze z jedzeniem:) Wydaje mi się ze wszystko zależy od charakteru dziecka.

  3. Tata Natalki -  16 sierpnia 2015 - 21:34

    Zdecydowanie. Każdy szkrab inaczej podchodzi do tematu przedszkola, czy w ogóle zmian. Zwykle jest to rewolucja, ale niektóre dzieci szybciej się z tym godzą, inne potrzebują trochę więcej czasu…

  4. Aneczka -  17 sierpnia 2015 - 22:14

    Często zdarza mi się odprowadzać swoją siostrzenicę -Maję do przedszkola i wiem, że różnie to bywa. Mała miała na początku różne humorki. Kiedyś musiałam ją zabrać z powrotem bo przypomniała sobie, że nie wzięła kasztanów na zajęcia. Wpadła w taką histerię jakby to był koniec świata i za żadne skarby nie dała sobie wytłumaczyć, że ktoś jej pożyczy, że na pewno Pani będzie miała więcej. Do domu i koniec. A zwykle chodzi w to miejsce uśmiechnięta i w podskokach:) Z powrotem do domu też nie ma problemu- wie, że tak po prostu ma być i już:)

  5. Tata Natalki -  18 sierpnia 2015 - 08:51

    Ha! Kasztany… Pamiętam jak trzeba było przynieść kasztany na zajęcia, dzieciaki miały coś z nich dziergać. Przemierzyliśmy pół miasta i wszystkie były wyzbierane. Sezon to sezon, nie ma zmiłuj 🙂
    A sytuacje, w których Natalka o czymś zapomni idąc do przedszkola – dramat, foch i łzy. Choć dzięki temu uczy się, żeby pamiętać o swoich skarbach.

  6. Pablo -  18 sierpnia 2015 - 10:34

    Tym razem będzie inna grupa i przedszkolanka może trafi się lepsza… . Trzeba być dobrej myśli, tym razem na pewno się uda 🙂

  7. Beata -  31 sierpnia 2015 - 11:09

    Ja musiałam zmieniać przedszkole. Do pierwszego córa chodziła tylko przez parę dni. Pewnego razu odebrałam ją całą roztrzęsioną, a po powrocie do domu dostała temperatury. Nie chciała powiedzieć, co się stało. Dopiero chyba po dwóch dniach przyznała się, że wrzuciła do muszli cały papier toaletowy, a Pani na nią nakrzyczała i szarpała za rękę. Oczywiście więcej tam nie poszła. Złożyłam skargę, ale pani przedszkolanka oczywiście się do niczego nie przyznała. Na szczęście następne przedszkole okazało się już dobrym wyborem.

  8. Marta -  31 sierpnia 2015 - 11:28

    Beata, my również mieliśmy problem z pierwszym przedszkolem, bo córeczka nabawiła się poważnych i długotrwałych problemów zdrowotnych, a dyrektorka nie chciała nawet słuchać, że to wina przedszkola.

  9. Tata Natalki -  31 sierpnia 2015 - 12:02

    Ja też pamiętam jedną przykrą historię w jednym z przedszkoli na dyżurze wakacyjnym.
    Któregoś razu przyjechałem odebrać Natalkę po pracy. Wchodzę do sali, dzieci się bawią, skaczą, krzyczą, a moja córcia leży zwinięta w kłębek na dywanie i przysypia. Podbiegłem do niej, dotykam czoła, a tam mega gorączka. Potem szybko dom, lekarstwa na zbicie temperatury, lekarz…
    Okazało się, że to niegroźna infekcja gardła, ale sam fakt, że dziecko leży z gorączką i nikt nie zwraca na to uwagi – dyskwalifikacja. Tłumaczenia pani, że musiała się jakoś teraz położyć, bo wcześniej było ok – tu chyba coś nie tak. Więcej się tam nie pojawiliśmy.
    Wcześniej też musiałem przeprowadzić rozmowę z obsługą, żeby nie zmuszali dziecka do jedzenia, jeżeli nie chce czegoś zjeść, bo Natalka się skarżyła na to i podobno jakieś kary pani kucharka im dawała.
    Słowem: dramat. Sam bym uciekał, zupełnie się nie dziwię dziecku.
    I tym mocniej doceniam, jak cudne przedszkole trafiło się Natalce na stałe.

  10. Paweł -  31 sierpnia 2015 - 21:52

    My z żoną bardziej przeżywaliśmy pierwsze wyprawy do przedszkola jak nasz syn. Oczywiście płakał w pierwszych dniach (które dziecko nie płakało), ale jemu udzielał się płacz innych dzieci 😉 i myślał, że tak trzeba.
    Drzwi się zamykały, my z żoną pod drzwiami „na podsłuchu” a syn już po 2 minutach wpadał w wir zabawy.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.