Urlop macierzyński dobiegł końca – co dalej?

Która mama wykorzystała urlop macierzyński, rodzicielski? Widzę „las rąk”. A która z was wie, co dalej zrobić ze sobą i z dzieckiem? Oj już tylko jednostki podnoszą dłoń. Trudny to temat i zazwyczaj podjęcie ostatecznej decyzji odkładane jest na koniec tej 52 – tygodniowej „sielanki”. Burzę mózgów trzeba przeprowadzić i zdecydować się na jakieś rozwiązanie. Wybór jest w sumie dwojaki – albo zostajemy w domu (bramka 1), albo idziemy do pracy (bramka 2) i wtedy trzeba pomyśleć co dzieciaczek będzie robił podczas naszej absencji.

BRAMKA 1 to opcja dalszego doskonalenia swoich umiejętności gospodyni domowej. Przechodzimy na urlop wychowawczy po wcześniejszym wykorzystaniu zaległego urlopu wypoczynkowego lub jeśli się nie należy, rejestrujemy się w urzędzie pracy i zyskujemy status bezrobotnej. Inna opcja dotyczy żon milionerów – one po prostu zostają z bobasem w swojej willi i nawet przez myśl im nie przechodzi, żeby gdzieś się zatrudniać, rejestrować się. Niestety polityka prorodzinna naszego kraju nie przewiduje wsparcia finansowego na każde dziecko, chyba że ma się niski dochód to wtedy jakiś „grosz” na pampersy wpadnie. Biedny to okres, ale najważniejszy jest czas spędzony ze smykiem i z tego trzeba czerpać satysfakcję.

Czemu zostajemy w domu?

  • Bo mąż jako głowa rodziny wykazuje chęć zdobycia tytułu „pracownika roku” i przynosi do domu worek pełen pieniędzy;
  • Bo zapewnionego stołka w firmie nie mamy, zatem nie ma dokąd wracać;
  • Bo nie mamy żadnej zaufanej osoby, żeby dziecko z nią zostawić i spokojnie pomaszerować do pracy i karierę robić;
  • Bo nam się to nie kalkuluje – zarobione pieniądze nie trafią do skarbonki tylko trzeba od razu wszystko w obieg puścić i opłacić nianię czy placówkę.

BRAMKA 2 czyli powrót na rynek pracy i nowy etap w życiu:

MATKA POLKA + KOBIETA PRACUJĄCA + ŻONA = czasem słońce, czasem deszcz…

Na początku musimy wkroczyć w ETAP 1 pt. „OCEŃ ZASOBY”. Tutaj trzeba pomyśleć nad „asami”, jakie chowamy w rękawie odnoście ZASOBÓW LUDZKICH. Może ktoś z naszych bliskich narzeka na zbyt dużą ilość wolnego czasu i z chęcią albo z przyzwoitości zgodzi się na niańczenie szkraba. Babcia, dziadek, ciocia, a może sąsiadka albo kuzynka z którą widzieliśmy się pięć lat temu? Schowajmy tutaj wszelkie żale z przeszłości i skupmy się na „gwoździu programu” – latorośli. Nieważne, że własna mama lubi trochę ponarzekać na twoje nieudolne próby gotowania, dziadzio za głośno mówi, najistotniejsze jest to, że dziecko zostawimy w dobrych rękach.
Niestety często trzeba poszukać kogoś obcego do opieki i wtedy dochodzą procesy rekrutacji, dni próbne, ale jak już się przetrze szlaki, to taka osoba z zewnątrz to prawdziwy skarb. Fajna jest też opcja oddania malca pod opiekę innej rodzicielki, która oprócz zajmowania się swoim smykiem, poświęci też swój czas i naszemu. Wtedy dzidziol ma kompanów do zabawy, a dodatkowo czuwa nad nim ktoś dorosły.

ZASOBY PLACÓWKOWE to kolejny temat do analizy. Co bierzemy pod uwagę – żłobek? klub dziecięcy? Istotne są godziny pracy tych instytucji, kadra, urozmaicone zajęcia, a co najważniejsze – możliwość wkomponowania tego punktu przystankowego w codzienne wycieczki, żeby choć trochę pobyć wspólnie w domu, a nie tylko kursować.

Jak zwykle na pierwszy plan wysuwają się ZASOBY FINANSOWE. Jeśli opiekunowie mają złote serca (zazwyczaj dziadkowie) to grosza za sprawowanie pieczy nad naszym słoneczkiem nie wezmą i wtedy można sporo złotówek zaoszczędzić. Niestety nie każdy na takie gratisy się załapie i wtedy niezbędne jest wszczęcie „polowania”: „Szukam kompetentnej, miłej, doświadczonej, odpowiedzialnej… niedrogiej niani”.
Szczęśliwy ten, kto dostał przydział do państwowego żłobka i nieszczęsny ten, kto musi za niego płacić. Ofert jest wiele, ale jak trudno znaleźć jest coś, co w 100 % będzie nam odpowiadało – blisko, tanio… Zawsze można zmienić placówkę, ale to „twardy orzech do zgryzienia”, bo nie o nas chodzi, ale o dziecko… o nas w sumie też – musimy mieć zaufanie do opiekunów, bo w przeciwnym wypadku zamiast o pracy będziemy myśleć o naszych szkrabach – Czy nie drą się na cały budynek z tęsknoty za mamulką? Czy spodobała się im „pani żłobkowa”?

Jest też bajerancka opcja połączenia pracy i sprawowania osobistej kurateli nad smykami. Jeśli takowej robótki się nie ma, to zawsze można pomyśleć o własnym interesie i zintegrować te dwie funkcje. Moja sąsiadka świetnie to sobie zorganizowała. Mira jest fotografką – w przypadku sesji studyjnych dziecko jak zwykle spędza czas w domu i bawi się po swojemu, a gdy trzeba o jakiś plener zahaczyć to od razu wietrzenie jest zaliczone. Czasem i maluch załapie się na jakieś foty, bo klientom wpadnie w oko i chcą uwieczniać siebie z nim.

Kolejny ETAP to WYBÓR NAJLEPSZEJ OPCJI – trzeba „oddzielić ziarno od plew” i postawić na jeden wariant. Jeśli w ostatecznym rozrachunku wszyscy są „happy”, to albo jesteście wyjątkowo ugodowi, albo macie małe wymagania, albo po prostu udało się wam wypracować idealny kompromis, czego wszystkim życzę.

Nieważne czy mama wróci do pracy, czy zostanie z dzieciaczkiem w domu – najistotniejsze jest powszechne zadowolenie. A może warto pomyśleć nad powiększeniem rodziny…


Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.