Córcię dopadła ospa wietrzna… a co z ospą u dorosłych?

Fot. Tomáš Fuit/123rf.com

Stało się… Emilkę dopadła ospa wietrzna, o którą tak długo się obawiałam :/ Na szczęście jak na razie przebiega łagodnie, a termin choroby jest w sumie optymalny, bo zdążyliśmy przynajmniej wyprawić jej urodziny, na które rozchorowała się 4 czy 5 z zaproszonych dzieci. Miała więc fajną imprezkę urodzinową, a teraz cieszy się z tego, że siedzi w domu zamiast nudzić się w przedszkolu 😉

Wstęp do historii z ospą w roli głównej

Zacznijmy od początku. 1 czerwca jeden z chłopców z Emilki grupy przyniósł do przedszkola wirusa ospy. Od tego momentu co 2 tygodnie choroba atakuje kolejne grupki dzieci.
Zgodnie z informacją ze strony mjakmama24.pl:

Wirus ospy to herpeswirus VZV (Varicella Zoster Virus) przenoszony jest drogą kropelkową, a także przez wiatr na odległość kilkudziesięciu metrów. Do zakażenia dochodzi drogą kropelkową przez kontakt z osobą chorą na ospę lub półpasiec. Ospa wietrzna to choroba, która niezwykle długo rozwija się w organizmie. Ospa ujawnia się zwykle po dwóch-trzech tygodniach od zakażenia.

Warto dodać, że dziecko zaraża nawet kilka dni przed pojawieniem się pierwszych objawów choroby, a zatem niekoniecznie wysypki, ale nawet początkowych objawów podobnych do zwykłego przeziębienia.

W międzyczasie organizowane były Dni Rodziny w przedszkolu, na które poszliśmy w komplecie łącznie z rocznym wtedy Robertem. W czasie imprezy zauważono krosty u jednej z dziewczynek i opiekunki były pewne, że to ospa, więc wzięłam młodego pod pachę i wróciliśmy do domu. Oczywiście byłam wkurzona na to, że musiałam go zaciągnąć do przedszkola akurat wtedy, a dodatkowo mogłam go zaszczepić przeciwko ospie już tydzień wcześniej wraz z odrą, świnką i różyczką, tylko ponoć odczyn poszczepienny mógłby być wzmocniony przy ich połączeniu. Musieliśmy więc odczekać 6 tygodni między szczepionkami, chociaż w międzyczasie wyszło na to, że to był fałszywy alarm – to nie była ospa, tylko ugryzienia jakichś dziwnych muszek 😉

Przebieg ospy

Robert był zatem bezpieczny… przynajmniej do czasu. Gorzej z Emilką, która przez prawie 1,5 miesiąca systematycznie miała kontakt z wirusem. Była szczepiona dwoma dawkami szczepionki, więc naiwnie wierzyłam, że pomimo statystyk (kilka procent szczepionych dzieci może zachorować) uda jej się wymigać od choróbska. Pediatra wspominała, że nawet jeśli zachoruje, to prawdopodobnie lekko przejdzie chorobę i tak w ten poniedziałek wieczorem (zdążyła pójść do przedszkola i przekazać zarazki innym dzieciom :/ ) pojawiły się u niej pierwsze 2 krostki.

Od razu było widać, że różnią się od zwykłego ugryzienia komarów i we wtorek rano pediatra potwierdziła chorobę. W ciągu doby córcia zebrała ok. 14 krostek, a teraz (piątek) doszła do nieco ponad 20, chociaż większość z nich to niewielkie czerwone kropeczki. Zdaniem pediatry mamy szczęście, bo normalnie dzieci mają co najmniej 4-krotnie więcej krost, a w najgorszych przypadkach dochodzi nawet do kilkuset (nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić i mam nadzieję, że nigdy u żadnego dziecka tego nie zobaczę). Od początku miała tylko kilka takich wypełnionych płynem, które do tej pory powysychały, chociaż te małe mogą się jeszcze rozwinąć.

O typowych objawach ospy pisze serwis poradnikzdrowie.pl:

Objawy ospy wietrznej u dziecka pojawiają się do dwóch tygodni od kontaktu z osobą chorą. Zanim na ciele dziecka pojawi się wysypka, zwykle czuje się ono źle przez kilka dni, a początkowe objawy mogą wskazywać na przeziębienie. Dziecko może mieć gorączkę (370C-400C), marudzić, mieć katar. Wysypka przy ospie wietrznej najpierw pojawia się zwykle na tułowiu, by z czasem rozprzestrzenić się na całe ciało – krostki pojawiają się również w nosie czy w buzi. Początkowo wysypka przybiera postać czerwonych, rozlanych plam, by dość szybko zmienić się w wypukłe krostki wypełnione płynem surowiczym.

U nas oprócz małej ilości krostek, Emilka czasem narzeka na ból gardła (tam też wyskoczyły) i kilka razy było jej chłodno. Oprócz tego po samopoczuciu praktycznie nie widać choroby – bo jakie chore dziecko skakałoby po sofie, stawałoby na jej zagłówkach, śpiewałoby i biegało po całym domu 😉 Jeśli chodzi o leki, stosujemy 2 syropy – jeden antyalergiczny, a drugi to wapno. Mogliśmy też wykupić puder w płynie, ale tylko w przypadku gdyby krostki mocno swędziały.

Na razie więc wszystko przebiega zgodnie z zapowiedziami, a teraz czekamy na zakończenie choroby licząc na brak powikłań oraz na to, że Robert albo nie złapie wirusa, albo przejdzie go tak samo lekko jak ona – zdążyliśmy go zaszczepić pierwszą dawką na tydzień przed pojawieniem się u córci pierwszych krostek. Z drugiej strony mówi się, że im młodsze dziecko, tym łagodniejszy przebieg, ale wolałabym nie widzieć tego typu chorób u roczniaka, który nawet nie jest w stanie powiedzieć, co go boli.

Ospa u dorosłych

Wg statystyk ok. 90% społeczeństwa przechodzi ospę w dzieciństwie, pozostaje więc 10% osób narażonych na przejście choroby w późniejszym okresie. Buszując po necie trafiałam wyłącznie na opisy ciężkich przypadków ospy wietrznej u dorosłych.

W moim przypadku pojawiła się więc zagwozdka – czy przechorowałam ospę w dzieciństwie i nie muszę się już obawiać choroby? Rodzice tego nie pamiętali, w książeczce zdrowia z pierwszych lat życia też nie było informacji na ten temat. Hmm, niezbyt ciekawie biorąc pod uwagę fakt, że przeciwko ospie można się zaszczepić najpóźniej 3 doby po kontakcie z chorą osobą. Koszt jednorazowej dawki to nieco ponad 200 zł, czyli niemało, ale… zdaniem pediatry pierwsza dawka zabezpiecza przed chorobą w ok. 75%, chociaż trafiłam ostatnio na wyniki badań, wg których zaszczepione osoby przebywające w jednym gospodarstwie domowym z osobami chorymi, w większości nie uniknęły zachorowania, ale szczepionki złagodziły mocno przebieg ospy. Tak czy inaczej, warto wiedzieć o możliwości zaszczepienia się w każdym wieku.

No dobrze, ale co w przypadku, gdy nie mamy pewności, czy chorowaliśmy na ospę? W tym temacie również się zorientowałam. Otóż możliwe jest zbadanie, czy organizm ma przeciwciała przeciwko ospie i dostępne są 2 rodzaje badań – jedno sprawdza, czy do kontaktu z wirusem doszło w ciągu ostatnich 6 miesięcy, a drugie sprawdza wcześniejszy okres, a zatem w moim przypadku zależało mi na wynikach drugiego badania (przeciwciała w klasie IgG). Zdążyłam pójść na badania w zeszłym tygodniu i dosłownie w ostatniej dobie przed upłynięciem wspomnianego terminu 3 dób od kontaktu z wirusem, miałam już wyniki. Okazało się, że mam wynik dodatni, czyli przechorowałam ospę w dzieciństwie 😉 Oczywiście wynik skonsultowałam z lekarzem, a wyglądał następująco:
Ospa wietrzna - wynik badania przeciwciał
Pozostaje u mnie zatem ryzyko przechorowania na półpasiec, ale na to nie mam już wpływu.

A jak u Was przebiegała ospa? Czy w przypadku najmłodszych dzieci, karmienie piersią mogło złagodzić przebieg choroby? I czy u dorosłych faktycznie kiepsko to wygląda? Zachęcam do dyskusji w komentarzach.

Pracująca mama 2 dzieci: 5-letniej Emilki i rocznego Roberta ;)

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.