Decyzja o drugim dziecku i obawy o zazdrość starszaka

Zacznę od szybkiego, mam nadzieję, wstępu 😉 Z decyzją o pierwszym dziecku zwlekaliśmy z mężem dość długo. Poznaliśmy się na studiach w wieku 20 lat, ślub był dopiero 6 lat później, a wyprowadziliśmy się na swoje po roku i dobrze nam było we dwójkę. Sama bardzo długo sądziłam, że nie nadaję się do dzieci i nie mogłam dojrzeć do myśli na temat powiększenia rodziny. Mąż też nic o tym nie wspominał, nawet na żarty… do czasu.
Zaczęło się od tego, że przyjaciołom urodziła się córeczka. Spotykaliśmy się dość często i obserwowaliśmy, jak mała się zachowuje i ładnie rośnie. Od początku była bardzo spokojna i słodziutka, i to właśnie ona sprawiła, że pojawiła się u mnie pierwsza myśl o tym, że… mogę być mamą 😉 A najlepsze jest to, że – jak wyszło podczas tej najważniejszej rozmowy – ta myśl rozwijała się u mnie i męża dokładnie w tym samym czasie. Zaczęliśmy rozmawiać pół-żartem, pół-serio na temat dzieci i dość szybko przyszedł czas na rozmowę na serio. Nigdy nie spodziewałam się, że decyzję o dziecku podejmiemy dosłownie w 5 minut, bo oboje zareagowaliśmy tak samo i stwierdziliśmy, że tego chcemy. Zanim starsza córcia pojawiła się na świecie, musieliśmy tylko poczekać chwilę na załatwienie kilku spraw zdrowotnych, a tuż po jej narodzinach – znowu pół-żartem, pół-serio – powiedzieliśmy sobie, że szkoda byłoby gdyby córcia nie miała rodzeństwa. Z jednej strony sami chcieliśmy mieć większą rodzinkę, a z drugiej strony uważaliśmy, że tak będzie lepiej dla Majki. I tak po 4 latach – znowu musieliśmy poczekać na uporządkowanie innych spraw – pojawił się synek, więc w końcu po tym nieco dłuższym niż planowany wstępie, mogę przejść do głównego tematu 😉

Od początku miałam spore obawy o to, że córcia będzie zazdrosna. Że nie będzie potrafiła zrozumieć, że nie jest już naszym jedynym dzieckiem i musimy dzielić czas i energię na dwójkę dzieci. Że będzie robiła awantury, byleby zwrócić na siebie uwagę. Że problem pojawi się już w czasie ciąży, bo nie będę mogła jej nosić. I, o dziwo, moje obawy się nie sprawdziły. Co prawda kiedy zobaczyła moje zdjęcie z synkiem, zanim jeszcze nas odwiedziła w szpitalu, miała ponoć zmieszaną minę. Ale jak tylko zobaczyła braciszka na żywo, dosłownie się w nim zakochała 😉 Od razu chciała się przytulać, pogłaskać i szkoda mi jej było, bo tuż po narodzinach Franka, Maja była zakatarzona i musieliśmy ją trochę izolować. Ale kiedy w końcu jej przeszło i położyliśmy jej braciszka na rączkach, była przeszczęśliwa. Nigdy nie widziałam u niej tak szczerego zachwytu. O żadnej zazdrości nie było więc mowy.

Do dzisiaj (Franio skończył już 3 miesiące) córcia tylko czeka, aż skończę karmić albo aż jej braciszek się obudzi, aby się z nim pobawić. Jak tylko synuś zaczyna popłakiwać, córa biegnie do niego, głaszcze i mówi „Spokojnie, braciszku”. Jak go przewijam, ona wyrzuca pieluszkę. Cokolwiek byśmy z mężem przy nim nie robili, córeczka zawsze musi być obok. Pokazuje mu książeczkę, bawi się w „akuku”, śpiewa mu kołysanki i zabawia. Właściwie momentami trochę mnie to drażni, bo czasem jak tylko pójdę do kuchni, mała już jest przy swoim braciszku. A z tej miłości do niego, straciła nieco wyczucie i zdarza jej się przytulić go tak mocno, że maluch zaczyna płakać, więc muszę jej bardziej pilnować. Początkowo było kilka niepokojących sytuacji, które mogły świadczyć o zazdrości, bo jak tylko synek zaczynał jeść, Maja pytała „Znowu go karmisz?” albo „Przecież on jest spokojny, więc nie musi jeść”. Tyle że mnie wydawało się, że jest zazdrosna o mnie, a – jak się później okazało – ona po prostu czekała, aż będzie mogła pobawić się z bratem. Któregoś razu powiedziała wprost „Nie karm go jeszcze. Chcę się z nim pobawić”. Innym razem przytulała go mocno, a ja poprosiłam, aby przytuliła mnie. Majka na to: „Ty się przytul do taty” 😉

Co zrobiliśmy, aby zapobiec zazdrości? Właściwie to nie wiem, na ile nasze zachowanie miało znaczenie, bo być może niezależnie od wszystkiego, córcia od razu pokochałaby swojego braciszka. Ale jeśli mogło to mieć jakiekolwiek znaczenie, poniżej wypisuję najważniejsze punkty:

  • będąc w ciąży, kiedy odmawiałam noszenia jej na rękach, nie mówiłam jej, że to przez brata, który jest w brzuszku, tylko po prostu że jest już bardzo ciężka, a mnie bolą plecy albo zwyczajnie nie mam siły jej nosić. Nie chciałam, aby już na początku czuła jakiekolwiek wyrzuty do Franka , że przez niego nie mogę jej nosić;
  • od chwili narodzin praktycznie w każdej sytuacji tłumaczyliśmy Majce, że ona też była taka malutka, że też początkowo dużo płakała, że też była karmiona w ten sam sposób i tak samo często, że też miała takie czy inne zabawki… Pokazywaliśmy jej zdjęcia z czasów, kiedy sama miała kilka dni bądź tygodni. Doszło do tego, że sama obserwowała nasze zachowania i mówiła „Jak ja byłam taka tyci tyci (a właściwie to wypowiadała to jak „kici kici” 😉 ), to też tak robiłam”. Nie chcieliśmy, aby w jakimkolwiek momencie uznała, że synkiem zajmujemy się więcej, niż ją w tym wieku i wygląda na to, że cel został osiągnięty 😉

Jestem naprawdę szczęśliwa, że tak się wszystko potoczyło. Słyszałam już o różnych przypadkach – zarówno o tym, kiedy starszak od razu akceptował młodsze rodzeństwo i był nim zafascynowany, jak i o tym, kiedy robił awantury i nie dawał nic zrobić przy młodszym.

//edycja:

Niestety, po dłuższym okresie okazało się, że nasza radość dotycząca braku zazdrości była tylko mylnym wyobrażeniem. Pojawiły się długotrwałe problemy, ale o nich napiszę innym razem.

komentarze 2

  1. Beata -  27 sierpnia 2015 - 12:48

    Mój brat jest sporo starszy ode mnie i do tej pory mi wypomina, że zamiast iść na randkę, musiał odbierać mnie z przedszkola, bo rodzice nie mieli czasu;) Więc, gdy rodzeństwo podrośnie ważne jest chyba też to, aby starsza latorośl nie była zbyt obciążona opieką nad młodszym rodzeństwem i nie musiała mu ustępować we wszystkim, tylko dlatego, że on jest młodszy.

  2. Marta -  27 sierpnia 2015 - 20:56

    Ja w dzieciństwie miałam koleżankę, która miała 2 młodszych braci. Sama wtedy się dziwiłam, czemu rodzice tak mocno obciążają ją opieką nad najmłodszym, bo wychodziła z nim na spacer, mimo że sama chodziła jeszcze do podstawówki. Ale szczerze mówiąc ciężko mi przewidzieć, czy nie popełnię podobnego błędu, chociaż na pewno nie tak wcześnie.

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.