Cel: 5 kg więcej

Dokładnie tak, napisałam o  5 kg więcej, a nie mniej, jak mogłoby się Wam wydawać 😉 W końcu zdecydowana większość z nas ma odwrotny problem, tj. nadmiar ciałka, podczas gdy ja chcę przytyć. Zacznę od tego, że zawsze miałam problem z niedowagą i niestety nie spełniły się obietnice mojej mamy odnośnie do tego, że po dziecku przytyję. Dorobiłam się już 2 brzdąców, a waga znowu zeszła do tej sprzed obu ciąż. Przy młodszym synku udało mi się jednak dość długo utrzymać dodatkowe kg, co wynikało głównie z zachowania sporego apetytu z okresu ciąży, a co najlepsze, widziałam je po swojej figurze. Stopniowo wracałam jednak do mniejszych, aczkolwiek nadal systematycznych posiłków i kryzysowy moment nastąpił ok. 3 tygodni temu, kiedy to na wadze zobaczyłam o 0,5 kg mniej od mojej stałej wagi. Nadszedł więc czas, aby się za siebie zabrać 😉

Ponoć łatwiej jest wytrwać w dążeniu do ustalonego celu, kiedy powie się o nim publicznie. A zatem piszę Wam, że z 61 kg chcę dojść do 66, a najlepiej do 67 kg. W jakim czasie? Im szybciej, tym lepiej, chociaż ciężko jest mi ustalić realny termin. Idealnie, gdyby udało się go zrealizować do końca września br.

Co robię, aby przytyć?

Zmieniam dietę…

Przez wiele lat wydawało mi się, że jem systematycznie i całkiem dużo. Jednak kiedy we wspomnianym kryzysowym momencie usiadłam przed komputerem i wyliczyłam ilość przyjmowanych kalorii, wyszło naciągane 2 000 dziennie, wliczając w to drobne słodkości. W pierwszej kolejności postanowiłam więc zadbać o większe posiłki, aby dojść do ok. 2 500 kcal dziennie, chociaż mój trener zalecił nawet nieco więcej. Aktualnie chciałabym trzymać się poniższego jadłospisu, chociaż nie konsultowałam go jeszcze z dietetykiem:

  • 1 śniadanie ok. godz. 8: zupa mleczna z musli + 2 kanapki lub 0,5 bułki (z szynką, ewentualnie dodatkowym serem, a kolejna na słodko z dżemem);
  • przekąska ok. godz. 10: jogurt (np. naturalny z ziarnami zbóż) + banan;
  • 2 śniadanie ok. godz. 13: 2 kanapki + chałwa LUB wafle ryżowe LUB orzechy;
  • obiad ok. godz. 16: tu ciężko z góry określić rodzaj posiłku, ale mogą to być np. 2-3 medaliony wieprzowe faszerowane śliwkami suszonymi + frytki;
  • kolacja ok. godz. 19: 2 kanapki LUB jajko na twardo lub miękko + 1 kanapka LUB 1 parówka + 1 kanapka.

Po takim menu chcę się postarać jeszcze o dodatkową przekąskę tuż przed snem, np. kilka wafli ryżowych lub biszkopty, ponieważ zazwyczaj chodzę spać między 23 a 24. Wcześniej na śniadanie jadłam tylko zupę mleczną, która zaspokajała jedynie głód na chwilę. Po kolacji wyjątkowo rzadko coś zjadałam, bo czując głód wolałam pójść wcześniej spać. Podjadałam więcej żelków i ciasteczek, niż chałwy czy bakalii.

Ćwiczę…

Jeszcze pod koniec czerwca mąż namówił mnie na bieganie, więc już wtedy powolutku zaczęłam się ruszać. Co prawda mój max dystans na bieżni to jak na razie 1,6 km i miałam dłuższą przerwę w lipcu, ale jak sprawdzam na Runtastic, to mam na liczniku już 11 aktywności w postaci biegania (1 na dworze, a pozostałe na bieżni). Biegam wieczorami, kiedy dzieci idą spać, a zatem zaczynam po godz. 21.

W dalszej kolejności doszedł tenis. Najpierw umówiłam się na grę z koleżankami z pracy, a potem migusiem zapisałam się na trening… a właściwie nie tylko siebie, bo pierwsza na trening indywidualny poszła córcia, która była zachwycona zajęciami. Postanowiłam, że do końca wakacji pochodzimy tam razem – ja trenując na jednym korcie, a córcia na drugim. Łącznie z grą z koleżankami, grałam w tenisa 4 razy w ciągu ok. miesiąca, a po wakacjach chcę się zapisać na grupowe zajęcia. Treningi są rewelacyjne! Wychodzę z nich wymęczona, ale i zmotywowana.

Na koniec hardcorowa decyzja o tym, aby zacząć ćwiczyć pod okiem trenera osobistego. Bałam się zarówno pierwszego, jak i drugiego treningu, bo nie potrafiłam sobie wyobrazić, że mogę ćwiczyć non stop przez godzinę. Po pierwszym treningu bałam się dodatkowo tego, że zakwasy nie pozwolą mi wstać z łóżka, ale nie było tak źle 😉 Dotychczas ćwiczyłam głównie na TRXie – warto wygooglować i poczytać o nim trochę. Kiedy ćwiczę przy dwójce dzieci? Na razie umawialiśmy się w czasie drzemki młodszego synka, a z córcią zostawał wtedy mąż, który czekał wtedy na swój trening.

A jakie są efekty?

Przede wszystkim nie spodziewałam się zobaczyć jakichkolwiek efektów w okresie krótszym niż miesiąc. A tu niespodzianka – sama zmiana diety i rozpoczęcie aktywności skutkowało tym, że…

  • … dla przypomnienia, moja stała waga to 61 kg, a 3 tygodnie temu chwilowo zeszłam do 60,5 kg;
  • 2 tygodnie temu waga skoczyła lekko do 61,2 kg;
  • 1 tydzień temu ważyłam już 61,7 kg;
  • kilka dni temu waga pokazała ok. 62 kg i sprawdzę ją ponownie w drugiej połowie tego tygodnia.

Teraz czekam jeszcze na konsultację z dietetykiem i kolejne treningi. Aktualnie mam następujący plan ćwiczeń:

  • 1 w tygodniu godzinne ćwiczenia pod okiem trenera;
  • 1 w tygodniu bieganie;
  • 1 w tygodniu tenis;
  • + ewentualnie dodatkowe 0,5 h samodzielnych ćwiczeń.

Jedynie ten tydzień będzie słabszy ze względu na choróbsko – wczoraj udało mi się przebiec jedynie 600 m, więc muszę wstrzymać aktywność fizyczną aż się wykuruję.

Jeśli któraś z Was ma podobny problem, a jeszcze lepiej, jeśli już sobie z nim poradziła, koniecznie napiszcie o tym w komentarzach. Próba przybrania na wadze to dla mnie prawdziwe wyzwanie, bo dotychczasowe marne próby nie przyniosły żadnych rezultatów. Podobnie ćwiczenia nigdy mi nie wychodziły – max czas to dokładnie 1,5 tygodnia ćwiczeń fitnessowych, dlatego dotychczasowa aktywność z ostatnich 2 miesięcy to dla mnie prawdziwy sukces 😉

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.