But się sam nie zawiąże, czyli wiązanie butów

Wiązanie butów to temat u mnie cały czas aktualny, gdyż od wielu miesięcy walczymy ze sznurówkami. Te dwie małe glisty kosztowały nas już wiele nerwów.

Sami dobrze wiecie, że nauczenie dziecka czegokolwiek wymaga dobrego przygotowania. Głównym napędem chęci zdobycia nowej wiedzy, lub zdolności jest odpowiednia motywacja.

Tak samo jak dzieci drzemiące w nas, dorosłych, tak i nasze maluchy spacerujące samodzielnie po świecie podchodzą entuzjastycznie do zadań bliskich ich sercu, zaś z ograniczoną żarliwością do tematów związanych ze słowami: „muszę”, „powinienem”, czy „trzeba”. My, ucząc czegoś swoje dziecko coś niestety musimy – wykazać się cierpliwością i zrozumieniem. Taka nasza rola. Za to efekt powoduje wiele satysfakcji i dumy.

Nie raz złapałem się na myśleniu, że jeżeli coś jest proste do wykonania, to moje genialne dziecko złapie to w mig. Nic bardziej mylnego. Takie rozumowanie powodowało u mnie duże zniecierpliwienie w sytuacji, gdy coś się Natalce nie udało za piątym, czy dziesiątym razem. Wiadomo nie od dziś, że tego typu emocje dzieci wyczuwają od razu i również im siada motywacja do dalszej nauki. Gdy sobie to uświadomiłem sprawa stała się o wiele prostsza: do każdego zadania trzeba się zakraść odpowiednim sposobem. Dobry plan pozwoli osiągnąć sukces i… spokój ducha.

Jak sobie poradziliśmy z butami?

Kiedy moja córka miała 6 lat, postanowiliśmy nie ograniczać się jedynie do butów na rzepy. Na początku było wielkie zainteresowanie nauką wiązania butów – dobrą motywacją okazało się nowe obuwie. Z góry określona ilość kwiatków, lub gwiazdek i różowego koloru to podstawa w przypadku mojej córki. Gdy udało się znaleźć odpowiednie trampki powstał zalążek zachęty – trzeba było je jakoś nosić, więc samodzielne wiązanie butów było kolejnym „krokiem do dorosłości”. Okazało się, że to za mało. Sznurówki nie chciały się trzymać, a skomplikowany system wiązania po kilku próbach skutecznie zniechęcił latorośl do dalszych działań. Co robić, gdy już trzeba wychodzić do przedszkola i pracy, a buty wciąż nie zawiązane? Cóż, przede wszystkim nie wolno doprowadzić do takiej sytuacji. Moje doświadczenie w tej kwestii mówi, że nauka wiązania butów, jak i każda inna, nie może się odbywać pod żadną presją, a zwłaszcza czasu. Dla dobra psychicznego wszystkich domowników.

Po dłuższej porannej wymianie zdań zawiązałem Natalce buty, a przez kolejne dni zakładała obuwie na rzepy, ku uldze mojej i pań w przedszkolu. Jednak to oczywiście nie rozwiązało problemu – odłożyliśmy po prostu naukę na spokojniejszy czas… Potrzebna była większa zachęta do wytężonej pracy ze sznurówkami. Pomysł wpadł wraz z początkiem sezonu hulajnogowo – rowerowego. Akurat buty sportowe zaczęły ją uwierać. Wyciągnąłem więc trochę już zapomniane różowe trampki z gwiazdkami i oznajmiłem, że tymi butami zastąpimy te, z których wyrosła. Odpowiednio poprowadzona rozmowa skutecznie przekonała Natalkę do tego rozwiązania. Była gotowa, by podjąć wyzwanie nauki wiązania butów.

W jeden weekend na spokojnie przećwiczyliśmy wiązanie butów. Przydatne okazało się obrazowe opisywanie poszczególnych faz wiązania, jak choćby „królik obiegający dookoła krzak” – pętelkę ze sznurówki. Za którymś razem, śmiejąc się Natalka nagle samodzielnie zawiązała jeden but na kokardę. Sukces! Z drugim nie poszło już tak dobrze, ale podejście do tematu po pierwszym triumfie było już zupełnie inne. Potem codziennie ćwiczyliśmy sznurowanie butów, aby nie wypaść z wprawy. Poranne sznurowanie w początkowej fazie wiązało się z podziałem tego zadania na pół – jedną sznurówkę ona, a drugą ja. W pewnym momencie stało się to rytuałem (jak łatwo do tego dopuścić). Aby go przełamać postawiłem ultimatum – sama wiąże dwa buty albo nici z hulajnogi. Podziałało.

Do tej pory jednak zdarza się tak, że wiązanie bucików nie wychodzi. Grunt to się nie poddawać, dotyczy to zarówno dziecięcej, jak i naszej, rodzicielskiej, cierpliwości.

komentarzy 8

  1. Beata -  24 sierpnia 2015 - 17:20

    My scedowaliśmy naukę wiązania butów na Babcię 😉 A właściwie tak wyszło 🙂 Zaraz po zakupie pierwszych swoich sznurowanych bucików, w wakacje córa pojechała z babcią na działkę na całe 2 tygodnie, po powrocie świetnie sobie już radziła z ich wiązaniem. No, może jeszcze wolno jej to szło, ale była z siebie niesamowicie dumna:)

  2. Iwona -  24 sierpnia 2015 - 21:19

    Myślę, że najlepszą mobilizacją jest obietnica podarowania wymarzonej zabawki. To zawsze się sprawdza. Niektóre dzieci praktycznie same po kilku próbach uczą się wiązać buciki, a inne są oporne. Nie wiem czy to wynika z lenistwa czy z predyspozycji manualnych. Można też sobie odpuścić i kupować buty wsuwane i na rzepy i cierpliwie czkać na to, aż przyjdzie właściwy moment.

  3. Aneczka -  25 sierpnia 2015 - 20:52

    Wg. mnie dobrze motywuje fakt, że jakiś kolega, tudzież koleżanka potrafią już wykonywać daną czynność a nasz maluch nie. Z moją siostrzenica było tak, że zobaczyła jak koleżanka wiąże bucik. Jak się Mała zawzięła to w jeden dzień ogarnęła cały mechanizm 😀

  4. Paweł -  26 sierpnia 2015 - 07:58

    Przeczytałem artykuł z zaciekawieniem, bo jest dla mnie jak najbardziej na czasie. Bardzo na czasie, bo syn idzie do pierwszej klasy lada dzień i kupiliśmy jemu na salę gimnastyczną tenisówki wiązane. To jego pierwsze wiązane buty, wcześniej wprowadzaliśmy wiązane ale też z zamkiem z boku – także opcja była do wyboru ;-). I wiadomo jaki wybór padał – sznurówki wciąż zawiązane, a zamek tylko przesuwany. Syn lubi lego, mamy nowy mały zestaw kupiony, ale jest właśnie warunek – nauka wiązania. Dzieci lubią dostawać nagrody – choć chyba nie tylko one ;-).

  5. Magda -  26 sierpnia 2015 - 13:25

    U nas nauka wiązania butów zaczęła się dość późno. Bynajmniej nie z braku umiejętności manualnych, a czystego lenistwa. Jeżeli obok była dostępna para na rzepy, to zawsze na nią padał wybór. „Przymusowa” nauka zaczęła się w momencie, gdy okazało się, że w obecnym rozmiarze stopy syna, nie ma już praktycznie butów bez sznurówek. A jak były, to nie podobały mu się 😉 I tak oto, trochę z braku innej możliwości, nauczył się wiązać buty. Uczyłam go ja, ale jak się okazało uczył również dziadek. Każde z nas uczyło innym sposobem. Tym samym dzisiaj syn wiąże buty na dwa sposoby, w zależności jak to mówi „od humoru”.

  6. Tata Natalki -  28 sierpnia 2015 - 14:05

    Myślę, że gdyby buty sznurowane nie istniały świat byłby prostszy 🙂
    Wsunąć, zarzepić, przyklepać i w drogę 😀

  7. Pablo -  31 sierpnia 2015 - 10:54

    Mi się też wydaje, że dobrym pomysłem jest obiecana nagroda za wykonane zadanie. Porównywanie do innych dzieci jest dla mnie niemądre. Zaszczepia się w dziecku kompleksy i zazdrość o to co mają, potrafią inne dzieci.

  8. Magdalena -  31 sierpnia 2015 - 15:56

    W naszym przypadku najlepsza okazała się klasyczna metoda – królicze uszy. Powiedzieliśmy dziecku, żeby składało sznurówki na wzór króliczych uszu. Na początku, musi zabezpieczyć węzeł który będzie główką zajączka. Następnie niech zrobi królicze uszy, potem je skrzyżuje i jedno z uszu przełoży przez dziurkę, która powstaje. Poźniej krótki trening i sznurówki zawiązane!

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.