(Bezstresowa) nauka samodzielnego zasypiania

Termin „nauka samodzielnego zasypiania” zapewne większości z nas kojarzy się z wrzaskami dziecka przez kilka nocy z rzędu. Ba, samej zdarzyło mi się słyszeć lament dziecka sąsiadów i podejrzewałam wtedy, że próbują stosować się do zasady, aby dać się dziecku wypłakać i zasnąć ze zmęczenia, bo każdego kolejnego wieczora zaśnie szybciej, aż w końcu praktycznie nie będzie wymagać obecności rodziców, bo będzie wiedziało, że nie może na nią liczyć. A jak to wyglądało u nas?

Przez pierwsze miesiące córcia zasypiała przy karmieniu i bez problemu dawała się odłożyć do łóżeczka. Wszystko super… do czasu.

Mniej więcej w wieku 3 miesięcy zaczął się problem, który trwał… właściwie to nie pamiętam, ile dokładnie, ale okres ten strasznie nam się dłużył. Po wieczornym karmieniu, zamiast spać dalej, córcia wybudzała się przy odkładaniu. Próbowaliśmy wszystkiego – odkładania krótko po zaśnięciu, nieco dłużej, a efekt cały czas był taki sam. Najgorsze było to, że po pobudce nie byliśmy w stanie uśpić jej przez ok. 1,5 godziny, a w międzyczasie płakała ze zmęczenia – w końcu taki brząc nie wie, że jak jest śpiący, to wystarczy zamknąć oczka i spokojnie poleżeć. I tak z godz. 20 czy 21 dochodziliśmy nawet do 23 i to właśnie o tej porze przez długi okres zasypiała już na dobre. Chodziliśmy niczym zombie, aż w pewnym momencie doszło do sytuacji, w której ciągłe odkładanie i wybudzanie skutkowało pójściem spać dopiero po godz. 1 nad ranem.

To był krytyczny moment, w którym chcieliśmy wypróbować nauki samodzielnego zasypiania – tak, mam na myśli tej, w której mieliśmy dać się córci wypłakać. Oczywiście (na szczęście) nie wytrzymaliśmy długo, bo po kilku minutach lądowała u nas na rękach albo w bujaczku. Dopiero po długim okresie takich męczarni wpadliśmy na skuteczny pomysł na to, aby córcia ładnie zasypiała. Być może intuicja już wcześniej by nam to powiedziała, ale głosy intuicji zagłuszało mega zmęczenie :/

No dobrze, co to za cudowny sposób? To po prostu stopniowe przyzwyczajanie dziecka do zasypiania w łóżeczku. Chcieliśmy, aby Emilka dobrze kojarzyła swoje łóżeczko. Nie jako miejsce, w którym nagle się budzi (w końcu zasypiała głównie w bujaku, a budziła się w łóżku w swoim pokoju), tylko jako takie, w którym zasypia i się budzi. Co wieczór siadaliśmy przy jej łóżeczku, włączaliśmy karuzelkę, czasem sami śpiewaliśmy kołysanki. Głaskaliśmy ją, a kiedy widzieliśmy pierwsze oznaki niezadowolenia, nie trzymaliśmy się kurczowo zasady, aby nie wyjmować jej z łóżka. Po prostu staraliśmy się wsłuchiwać w jej potrzeby. Pierwsze wieczory oczywiście nie były łatwe, ale z tego co pamiętam, dość szybko wytrzymywała spokojnie w łóżeczku coraz dłużej i w końcu zaczęła w nim zasypiać. Nie było wrzasków ani nerwów, była tylko nasza obecność i staranie się, aby córcia była spokojna i zadowolona. Widziała, że jesteśmy przy niej, mogła nas potrzymać za rękę, słyszeć nas i widzieć.

Takim sposobem doszliśmy do tego cudownego momentu, kiedy wieczory zaczęły być spokojne 😉

Z czasem, kiedy córcia była przyzwyczajona do czytania bajek i kiedy już mówiła, starała się nakłonić do jak najdłuższego pozostania z nią. Ale również udało się przyzwyczaić ją do tego, że któryś z rodziców jest z nią na początku, ale potem wychodzi, a ona zasypia sama. W tej chwili zazwyczaj przed zaśnięciem rozmawia sobie z pluszakami i naprawdę bardzo szybko zasypia.

Niestety te wszystkie cudowne sposoby na różne zachowania przychodzą często bardzo późno, zapewne przez nerwy i zmęczenie. Dopiero po fakcie okazuje się, że wystarczyły jakieś małe tricki 😉

komentarzy 5

  1. Agnieszka -  24 sierpnia 2015 - 20:17

    Też mi się wydaje ze spokojem możemy zdziałać bardzo dużo. Jeżeli dziecko zauważy iż my jesteśmy rozdrażnieni i bardzo chcemy aby ono zasnęło, wszystko idzie na przekór. Takie problemy spotkały nas z pierwsza córką, byliśmy już załamani kiedy to ona zasypiała po nocach lecz wtedy tak jak piszesz wzięliśmy się w garść i wszystkie rytuały po kolei. Najpierw byliśmy przy niej dłużej a potem skracaliśmy czas aż teraz gdy ma ona 3 latka czytam bajkę i wychodzę. Mamy teraz już drugiego brzdąka ma 10 miesięcy i z nim jak narazie nie było problemu ze spaniem, jak tylko go położe do łóżka to zasypia. Zastanawiam się nieraz czy to czasem nie zależy też od charakterku.?

  2. Iwona -  24 sierpnia 2015 - 21:26

    Wielu rodziców nie ma czasu na to, aby godzinami siedzieć przy łóżeczku, a potem i tak nie przespać nocy. U nas najpierw łóżeczko stało u nas w pokoju, ale tak się nie dało spać, bo żadne z nas się nie wysypiało. Przenieśliśmy je do pokoju młodej i wtedy zaczęły się lamenty. Koniec końców nawet nie wiem kiedy zaczęła sama zasypiać. Nie było jakiegoś złotego środka. Stało się to tak samo z siebie.

  3. Beata -  27 sierpnia 2015 - 12:58

    Najgorzej wspominam okres, gdy wieczorem przed zaśnięciem chodziliśmy z małą na rękach po pokoju próbując ją uśpić ( czasami nawet i z godzinę), bo na każdą próbę jej położenia reagowała płaczem. Za to, gdy już zasnęła, spała do rana jak zabita, nawet przy włączonym telewizorze:) Tak było mniej więcej do 6 miesiąca.

  4. Milena -  28 sierpnia 2015 - 15:26

    Pamiętam jak godzinami staraliśmy się uśpić syna. Płacz, krzyk i my… na skraju wyczerpania. Pierwsze pół roku to wieczne niewyspanie. Zastosowaliśmy metodę, o której wspomina autorka tekstu – położyć dziecko i dać mu się wypłakać. To metoda drastyczna, ale skuteczna. Na początku przeżywałam katusze i czułam się jak potwór. Płakałam razem z małym schowana za drzwiami pokoju. Z dnia na dzień było coraz lepiej, aż problem ustąpił. W przypadku drugiego dziecka wcale nie mieliśmy kłopotu z usypianiem. Szybko znaleźliśmy złoty środek. Okazało się, że córka lubi zasypiać przy spokojnej muzyce 🙂

  5. Paweł -  31 sierpnia 2015 - 22:37

    Tak jak napisano dobrze w artykule – trzeba poznać też potrzeby dziecka. Przebywając z nim, poznajemy jego zachowanie, potrzeby. Jednak taki szkrab szybko próbuje nas przekabacić, widząc, że płaczem lub stękaniem uda się zatrzymać rodziców jeszcze chwilę przy sobie ;-). Cóż, tu należy dobrze umieć balansować i nie przekroczyć tej cienkiej granicy 😉

Napisz komentarz

Adres e-mail nie będzie publikowany. Wymagane pola oznaczone są: *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.